Początek turnieju był dla Świątek (WTA 1) trudniejszy, niż mogliśmy się spodziewać, bo wygrana 6:4, 7:6(6) nad Kamillą Rachimową (WTA 104) zajęło jej blisko dwie godziny. Polka popełniała dużo błędów i sprawiała wrażenie tenisistki niestabilnej - takiej, w przypadku której wystarczy kilka udanych akcji, aby wytrącić ją z równowagi. Momenty frustracji faktycznie u niej we wtorek widzieliśmy.
Tym razem Świątek była bezwzględna, jakby od pierwszej akcji sunęła przez mecz w tunelu koncentracji. Polce do rozstrzygnięcia pierwszego seta wystarczyły 23 minuty. Miała pięć wygrywających uderzeń, popełniła tylko dwa niewymuszone błędy i pozwoliła rywalce zdobyć zaledwie siedem punktów, tylko jednego z nich tracąc przy własnym podaniu. To był dla Polki trzynasty w tym sezonie „bajgiel”, czyli set wygrany 6:0. Piekarnia w Nowym Jorku została otwarta.