Magda Linette - mistrzyni trojga narodów

Magda Linette wygrała z Karoliną Pliskovą i została półfinalistką Australian Open. W czwartek mecz z Aryną Sabalenką

Publikacja: 25.01.2023 16:12

Magda Linette - mistrzyni trojga narodów

Foto: AFP

Polka wygrała 6:3, 7:5 ćwierćfinał z Karoliną Pliskovą prezentując przede wszystkim niezachwianą wiarę, że sukces jest możliwy. Zaczęła od straty gema serwisowego – odrobiła go już kilka minut później, może ten początek też zbudował w niej pewność, że nie odda Czeszce tego awansu. 

Walczyła po swojemu, ambitnie biegając do każdej piłki, mogąc liczyć na niezły serwis, wciąż upewniając rywalkę, że żadnej ulgi za dawne przewagi i dobre miejsca w rankingu WTA nie dostanie. Pliskova nie wytrzymała tego ciśnienia. Straciła pewność serwisu, straciła pomysł na wygrywanie punktów, gubiła się w wymianach – gdziekolwiek posłała mocną piłkę, tam czekała Polka. 

Czytaj więcej

Australian Open: Magda Linette gra dalej! Jest półfinał!

Magda Linette w wersji nieustępliwej od pierwszej do ostatniej minuty po niespełna dwóch godzinach gry na korcie im. Roda Lavera mogła więc znów podnieść ręce w górę i zachwycać się pięknem chwili. W 30. starcie wielkoszlemowym jest pierwszy raz w półfinale – w Australii żadna Polka wyżej nie była. Po Anett Kontaveit, Jekaterinie Aleksandrowej i Caroline Garcii pokonała kolejną cenioną rywalkę, mogła z uśmiechem dziękować publiczności, trenerom, całemu światu.

Najbardziej powinna dziękować sobie. Gdyby szukać w Polsce sportowego wzorca determinacji, uporu i wiary w sukces, miałaby duże szanse stanąć na pomniku. Musiała mieć te cechy, gdyż niewiele dostała w prezencie. Zaczynała pod okiem taty w Poznaniu, przeszła z Olimpii do Posnanii, z Posnanii do Grunwaldu, znalazła wreszcie stałą przystań w poznańskim AZS-e, z którym związana jest już sześć lat.

Nie pochodzi z bogatej rodziny, więc rozwój, nawet jeśli szybko potwierdziła talent (była wicemistrzynią Europy dziewczynek do 14 lat), łatwy nie był. Przebijała się z mozołem przez turnieje ITF, chwilę trwało, nim wreszcie zaczęła grać w turniejach WTA. Była jednak gotowa na śmiałe decyzje, to też pomogło zostać, w pewnym sensie, mistrzynią trojga narodów: Polski, Chorwacji i Chin.

Chorwacki wątek kariery Magdy Linette zaczął się w 2013 roku, gdy poznała trenera Izo Zunicia. To on miał pierwszy wizję sukcesów Polki, był, można rzec, kierownikiem projektu. Z realizacją łatwo nie było, bo z finansami wciąż bywało krucho, więc Izo namówił Magdę do zamieszkania w Splicie, by ograniczyć koszty i móc zatrudnić Matko Jelcicia, trenera przygotowania fizycznego (jest w ekipie do dziś). 

Linette spędzała dwa-trzy miesiące w roku w Chorwacji, to miejsce stałą się jej drugą ojczyzną po Wielkopolsce. W bonusie ma przywiązanie do chorwackiego jedzenia, muzyki, luzu życia i zachodów słońca na wyspach oraz znajomość języka.

Z Zuniciem u boku zrobiła wielki skok, z trzeciej setki na 55. miejsce rankingu WTA. W kwietniu 2015 roku była w pierwszej setce, we wrześniu zagrała pierwszy finał w Tokio. Gdy chorwaccy trenerzy Magdy dostali pracę w Chinach, w akademii Star River w Kantonie założonej przez biznesmena Alana Ma, zaczął się drugi, prawie sześcioletni, chiński etap kariery Polki. Był ważny, gdyż dawał stabilność i spokój treningów. 

Decyzja, wbrew pozorom, nie była trudna: brak sponsorów i trudności finansowe wciąż dokuczały, a Chińczycy złożyli hojną ofertę. Partnerki z akademii okazały się życzliwe, więc oddalenie od Europy nie było zbyt dotkliwe, tym bardziej, że brakowało pokus, by robić coś innego poza treningiem, odpoczynkiem i zabawą z karaoke. Zostało z nią do dziś, tak samo jak kilkanaście zwrotów po chińsku przydatnych w restauracji. 

W Kantonie Polka poznała angielskiego trenera Marka Gellarda, który miał osiągnięcia z Yifan Xu, Melindą Czink, Su-Wei Hsieh, Bethanie Mattek-Sands i Zariną Dijas. Gdy Zunić zmienił plany życiowe, Gellard przejął obowiązki i ta zmiana (z przerwą w 2021 roku) znów wyszła Magdzie Linette na dobre. 

W sierpniu 2018 roku pokonała w Waszyngtonie Naomi Osakę, miesiąc później mistrzynię US Open. Rok później w Nowym Jorku wygrała pierwszy turniej WTA (w Bronksie). Na początku 2020 roku dołożyła drugi, w Tajlandii. Wtedy była 33. na świecie. Ten rekord pobiła teraz w Australian Open. 

Po poznańsku pracowita, zdołała w ostatnich latach ukończyć studia licencjackie w Indiana University East, zaliczyła program wsparcia dla sportowców w Harvard Business School, jest w Radzie Zawodniczek WTA. Sukces w Melbourne osłodził i ten wysiłek.

W czwartek zagra na Rod Laver Arena z Aryną Sabalenką, to kolejny mecz, w którym zmierzy się z tenisem znacznie bardziej silnym, niż finezyjnym. Bać się nie będzie. Przed nimi zagrają Jelena Rybakina z Wiktoria Azarenka, to interesujące starcie pokoleń od 21.30 czasu australijskiego, czyli rankiem w Polsce, kolejnej nocy dla Magdy zarywać nie trzeba. 

W turnieju męskim najbliżej wygranej po raz dziesiąty wydaje się Novak Djoković. Andriejowi Rublowowi oddał w sumie siedem gemów. Serb zagra teraz z Tommym Paulem, Amerykaninem, który zakończył australijski sen młodego rodaka, jeszcze niedawno studenta z Florydy, Bena Sheltona. Drugą parę stworzyli Stefanos Tsitsipas i Karen Chaczanow. 

Polski tenis, poza trzymaniem palców za Magdę Linette cieszy się półfinałem debla Jana Zielińskiego z Hugo Nysem, ćwierćfinałami juniorskimi Tomasza Berkiety i Weroniki Ewald oraz, dla koneserów, zwycięstwami Agnieszki Radwańskiej w turniejach debla i miksta legend.

Kobiety – 1/4 finału: M. Linette (Polska) – K. Pliskova (Czechy, 30) 6:3, 7:5; A. Sabalenka (5) – D. Vekić (Chorwacja) 6:3, 6:2. Pary półfinałowe: J. Rybakina (Kazachstan, 22) – W. Azarenka (24); Linette – Sabalenka.

Mężczyźni – 1/4 finału: N. Djoković (Serbia, 4) – A. Rublow (5) 6:1, 6;2, 6:4; T. Paul (USA) – B. Shelton (USA) 7:6 (8-6), 6:3, 5:7, 6:4. Pary półfinałowe: S. Tsitsipas (Grecja, 3) – K. Chaczanow (18); Djoković – Paul. 

Polka wygrała 6:3, 7:5 ćwierćfinał z Karoliną Pliskovą prezentując przede wszystkim niezachwianą wiarę, że sukces jest możliwy. Zaczęła od straty gema serwisowego – odrobiła go już kilka minut później, może ten początek też zbudował w niej pewność, że nie odda Czeszce tego awansu. 

Walczyła po swojemu, ambitnie biegając do każdej piłki, mogąc liczyć na niezły serwis, wciąż upewniając rywalkę, że żadnej ulgi za dawne przewagi i dobre miejsca w rankingu WTA nie dostanie. Pliskova nie wytrzymała tego ciśnienia. Straciła pewność serwisu, straciła pomysł na wygrywanie punktów, gubiła się w wymianach – gdziekolwiek posłała mocną piłkę, tam czekała Polka. 

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Tenis
Paryż 2024. Prysły marzenia o medalu. Hubert Hurkacz wycofuje się z igrzysk
Tenis
131. finał Rafaela Nadala. Hiszpan szykuje olimpijską formę
Tenis
Hubert Hurkacz przeszedł zabieg. Czy zdąży na igrzyska?
Tenis
Rafael Nadal szykuje formę na igrzyska. Pokonał Borga
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Tenis
Jan Zieliński: Od zera do zwycięstwa w Wimbledonie