Kyrgios przed drugim setem poczuł ból kolana i poprosił o pomoc medyczną. Kłopoty ze zdrowiem miał już wtedy, gdy wychodził na kort, ale pierwszy w karierze ćwierćfinał US Open sprawił, że walczył potem bardzo długo (mecz trwał 3 godziny i 39 minut) i nawet w ostatnim secie, który zaczął od straty gema serwisowego, miał nadzieję na sukces.
Porażka 5:7, 6:4, 5:7, 7:6 (7-3), 4:6 nie zmienia więc ocen, że Australijczyk przeżywa najlepsze miesiące kariery. Finał Wimbledonu, zwycięstwo w Waszyngtonie i ćwierćfinał w Nowym Jorku to niemało jak na kogoś, kto wcześniej nie wiedział, co to dyscyplina i poświęcenie, nie mówiąc o uprzejmości. Chwilę po meczu z Chaczanowem nie chciał jednak widzieć swej przemiany. – Ludzie nie dostrzegają tego, czy poprawiasz się, czy nie, w Wielkim Szlemie nie ma to znaczenia. Widzą tylko, że wygrywasz albo przegrywasz, nawet jeśli dzieje się to po najlepszym spotkaniu, jakie grasz w turnieju – stwierdził Australijczyk.