Wimbledon jest pierwszym turniejem Wielkiego Szlema, który wprowadza zakaz startu dla sportowców z Rosji i Białorusi. Ze swej strony Brytyjski Związek Tenisowy LTA (Lawn Tennis Association) zakazuje Rosjanom i Białorusinom startu w innych turniejach rozgrywanych w Wielkiej Brytanii poprzedzających Wielki Szlem, także na londyńskich kortach klubu Queen’s.
Wimbledon zacznie się 27 czerwca, skończy 10 lipca. Decyzja kierownictwa turnieju oznacza wykluczenie z imprezy wielu znaczących postaci. Zabraknie co najmniej czwórki Rosjan, Daniiła Miedwiediewa (nr 2. na świecie), Andrieja Rublowa (8.), Karena Chaczanowa (26.) i Asłana Karacewa (30.) oraz jednego Białorusina, Ilii Iwaszki (44.).
Czytaj więcej
Tenisiści z Rosji i Białorusi nie nie będą mogli wystąpić w tegorocznym Wimbledonie - poinformowali organizatorzy turnieju.
Do Londynu nie przyjadą Białorusinki Aryna Sabalenka (nr 4. WTA), Wiktoria Azarenka (18.) i Aliaksandra Sasnowicz (50.) oraz Rosjanki Anastazja Pawliuczenkowa (15.), Daria Kasatkina (26.), Weronika Kudermietowa (29.), Ludmiła Samsonowa (31.), Jekaterina Aleksandrowa (39.) i jeszcze cztery tenisistki, wśród nich już nieco zapomniana Wiera Zwonariowa (nr 100.).
Z początkiem wojny w Ukrainie Międzynarodowa Federacja Tenisowa dość szybko wyrzuciła Rosję i Białoruś z udziału w rozgrywkach drużynowych, choć Rosja zdobyła w 2021 roku Puchar Davisa i Puchar Billie Jean King. Z kalendarza startów zniknął Puchar Kremla, znany turniej ATP i WTA w Moskwie. Zawieszono członkostwo obu krajów w Międzynarodowej Federacji Tenisowej. Tenisistki i tenisiści mogli jednak startować indywidualnie, tyle że bez identyfikacji narodowej.
Rosyjskie i białoruskie nazwiska widać zatem wciąż w drabinkach turniejów, także w obecnym tygodniu w Barcelonie (ATP 500), Belgradzie (ATP 250), Stuttgarcie (WTA 500) i Stambule (WTA 250).
Ta sytuacja wywołuje sprzeciw części środowiska tenisowego, przede wszystkim Ukraińców. Elina Switolina, Marta Kostiuk, Aleksandr Dołgopołow i kapitan kobiecej drużyny Ukrainy Olga Sawczuk nawoływali do pełnego wykluczenia osób z Rosji i Białorusi z rozgrywek, tak jak zrobiono to w innych sportach.
Jeszcze w marcu szef WTA Steve Simon twierdził w rozmowie z BBC, że „zdecydowanie uważa, iż indywidualni sportowcy nie powinni być karani za decyzje autorytarnego przywództwa krajów, które robią tak straszne i naganne rzeczy”.
Brytyjski minister sportu Nigel Huddleston podczas niedawnego przemówienia w parlamencie mówił jednak, że nikt nie będzie machał rosyjską flagą na świętych trawnikach tenisa i sugerował, że tenisiści tacy jak Miedwiediew musieliby w celu dopuszczenia do gry zapewnić na piśmie, że nie popierają prezydenta Putina.
Organizatorzy, świadomi faktu, że potępienie władz postawiłoby rosyjskich sportowców i ich rodziny w trudnej sytuacji, uznali zakaz startów za lepsze rozwiązanie.
Wimbledon, którego organizacją zajmuje się prywatny klub tenisowy i formalnie rzecz biorąc, nie można angielskim działaczom narzucić reguł rozgrywania turnieju, zgodził się z brytyjską opinią publiczną i wytycznymi rządu. Po rozważeniu alternatywnych środków i biorąc pod uwagę znaczenie wydarzenia, zdecydował się zatem „nie pozwolić na wykorzystywanie sportu do promowania rosyjskiego reżimu”.
Decyzja jest wyjątkowa – ostatni raz Wimbledon zakazał startów osobom z Niemiec i Japonii tuż po wojnie. Sama zapowiedź wykluczenia Rosjan spotkała się z ostrą reakcją Kremla. Rzecznik Dmitrij Pieskow stwierdził, że „uczynienie sportowców ofiarami politycznych uprzedzeń, intryg i wrogich działań wobec naszego kraju jest nieakceptowalne”.
Wimbledon pozostawia sobie możliwość zmiany decyzji, „jeśli okoliczności zmienią się znacząco do czerwca”.