Reklama

Szanujmy wspomnienia

Puchar Davisa na zakręcie, w ten weekend mecze ćwierćfinałowe.

Aktualizacja: 13.07.2016 21:41 Publikacja: 13.07.2016 19:59

Brytyjska radość po finałowym zwycięstwie nad Belgią w ubiegłym roku

Brytyjska radość po finałowym zwycięstwie nad Belgią w ubiegłym roku

Foto: AFP

Przez lata, gdy trzeba było tenisiście wystawić referencje, a nie był on zwycięzcą Wielkich Szlemów, wystarczyło powiedzieć: „To daviscupowy gracz", czyli po prostu reprezentant kraju w pięknej rywalizacji, jednej z najdłuższych w wyczynowym sporcie, bo zapoczątkowanej w roku 1900.

W krajach tenisowo rozwiniętych Puchar Davisa stał się imprezą prestiżową, triumf dla Stanów Zjednoczonych, Australii, Wielkiej Brytanii czy Francji był ogólnonarodowym przeżyciem.

Gdy przed wojną Francuzi przełamali anglosaską dominację i ich Czterej Muszkieterowie pokonali Amerykanów na ich ziemi, w ciągu roku zbudowano w Paryżu stadion, by w rewanżu godnie przyjąć gości. Ten stadion to Roland Garros.

Kiedy w roku 1991 pierwszy raz po wojnie Francuzi zdobyli Srebrną Salaterkę pokonując USA, Francja była dumna z kapitana Yannicka Noaha, Guya Forgeta i Henri Leconte'a, fetowano ich tak jak dziś piłkarzy. Byłem tam wówczas i nigdy tego nie zapomnę.

Od tego czasu minęło ćwierć wieku, tenis stał się grą o ogromne pieniądze, jego gwiazdorzy mają coraz większe ego i Puchar Davisa zaczyna przeszkadzać, bo zabiera czas, zmusza do dodatkowego wysiłku, czasem kłopotliwej zmiany nawierzchni. Dotychczas trwał w niezmienionym kształcie, bo broniła go Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF), dla której jest jedyną perłą w koronie (cyklami WTA i ATP oraz turniejami wielkoszlemowymi rządzi kto inny). Drużynowe rozgrywki kobiet pod różnymi nazwami (ostatnio FedCup) nie mają ani tego prestiżu, ani historii.

Reklama
Reklama

Tym, co niszczy Puchar Davisa, jest postępująca awersja gwiazdorów do tych rozgrywek. Raz chce Puchar wygrać każdy z nich, łzy w oczach po meczbolu dającym zwycięstwo mieli wszyscy - Roger Federer, Novak Djoković, Rafael Nadal i Andy Murray, ale gdy przychodzi do obrony trofeum, te gorące uczucia giną bez śladu.

Dlatego ITF i jej nowy szef David Haggerty chcą zreformować rozgrywki, już wprowadzono tie-break w piątym secie, a to dopiero uwertura. Są pomysły, by finał rozgrywać na neutralnym gruncie, by połączyć w jednym tygodniu półfinały z finałem na zasadzie Final Four, tenisiści przebąkują, że może grać co dwa lata. Te reformy zapewne wejdą w życie, bo tenis się zmienił i trzeba zaakceptować dyktat dolara.

Tylko w jednym kraju czas się jakby zatrzymał, tylko Francuzi głośno mówią: „Ręce precz od Pucharu Davisa". Ich stary-nowy kapitan Yannick Noah wszelkie zmiany traktuje jak wyprzedaż świętych ksiąg tenisa. Oby wkrótce na pomoc przyszedł mu inny wielki daviscupowy wojownik John McEnroe, który nigdy ojczyźnie nie odmawiał.

W ten weekend ćwierćfinały: Czechy (bez Tomasa Berdycha) – Francja, Serbia (bez Novaka Djokovicia) – Wielka Brytania (chyba bez Andy'ego Murraya), Włochy – Argentyna i USA – Chorwacja. Termin w tym roku jest wyjątkowo niekorzystny (właśnie skończył się Wimbledon, za chwilę igrzyska w Rio), ITF nie jest tu bez winy.

Nie brakuje takich, którzy twierdzą, że Puchar Davisa zmieni się lub zniknie. Jeśli to prawda, reformator musi być mądry i nie wyrzucić na śmietnik tego, co wzruszało nas tak długo.

Tenis
United Cup. Polscy tenisiści trzeci raz z rzędu w finale, czas na pierwszy triumf
Tenis
United Cup. 21 asów Huberta Hurkacza, udany rewanż Polaków
Tenis
Słońce i optymizm. Iga Świątek nie może się doczekać gry w Australii
Tenis
Iga święta spędza na korcie. W Chinach wzięła rewanż na Jelenie Rybakinie
Tenis
Austria, Uzbekistan, Australia. Rosyjskie tenisistki szukają nowych ojczyzn
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama