Nowe życie, fałszywy paszport. Jak wygląda emerytura sportowców?

Gwiazdy stadionów często wchodzą w wiek emerytalny z dużymi pieniędzmi. Wielu sportowców próbuje pomnożyć majątek, nie wszystkim się udaje.

Aktualizacja: 21.08.2018 17:01 Publikacja: 21.08.2018 17:01

Boris Becker posługuje się ostatnio paszportem dyplomatycznym Republiki Środkowoafrykańskiej

Boris Becker posługuje się ostatnio paszportem dyplomatycznym Republiki Środkowoafrykańskiej

Foto: dpa-afp

Pytanie o to, czy dyplomatyczny paszport skorumpowanej Republiki Środkowoafrykańskiej, którym posługuje się Boris Becker, jest prawdziwy, pozostaje aktualne. Przedstawiciele kraju, w którym były tenisista miałby pełnić rolę attaché ds. humanitarnych, kulturalnych i sportowych, twierdzą, że został sfałszowany. Trzykrotny mistrz Wimbledonu utrzymuje, że dokument jest prawdziwy, a on sam dzięki niemu „zakończy wreszcie tę farsę i zacznie odbudowywać swoje życie”.

Farsą nazywa Becker żądania wierzycieli z prywatnego banku Arbuthnot Latham, którzy wciąż domagają się pieniędzy. To na ich wniosek brytyjski sąd ogłosił w zeszłym roku bankructwo tenisisty.

W latach 80. i 90. Niemiec zarobił na kortach 25 mln dol. To była mniejsza część jego dochodów z tamtego okresu – tenisiści z ekstraklasy więcej niż na turniejach zarabiali na reklamie. Jeszcze niedawno jego możliwości finansowe szacowano na 150 mln dol. Dziś mówi się o niemal 70 mln dol. długu, do którego przyczyniły się rozwód, utrzymanie nieślubnej córki (dziś już pełnoletniej) wraz z jej matką, nietrafione inwestycje w nigeryjski przemysł naftowy, a także – jak twierdzi sam Becker – to, że duże pieniądze zarabiał od 17. roku życia i przestał przykładać do nich wagę.

Gorzej niż na korcie

Podobną drogę znaczoną bankructwem własnej marki odzieżowo-kosmetycznej i kosztami burzliwego życia rodzinnego przeszedł wcześniej inny z wielkich tenisistów – Bjoern Borg. Szwed, który w 1981 roku zakończył tenisową karierę u szczytu sławy, zagrał w życiu gorzej niż na korcie. Bankructwo firmy w 1990 r. pchnęło go nawet do smutnego powrotu na korty, na których rządzili już inni. W 2006 r. wystawił na aukcję trofea i rakietę, którą pokonał Johna McEnroe w pięciosetowym finale Wimbledonu ’80. Od sprzedaży odwiedli go ostatecznie koledzy tenisiści.

Mimo wszystko Becker i Borg są szczęściarzami, bo wciąż mogą spieniężać sławę, wiedzę i nazwisko. To czyni ich mistrzami sportowej emerytury. Becker komentuje Wimbledon dla BBC, przez kilka lat był w zespole trenerskim Novaka Djokovica (na podobnych zasadach Ivan Lendl pracował z Andym Murrayem, a Stefan Edberg z Rogerem Federerem), od zeszłego roku zaś odpowiada za męski departament w Niemieckim Związku Tenisowym.

Kolejne przedsięwzięcie pod marką Bjoern Borg (znów odzież) ma się dobrze – zysk netto firmy Bjoern Borg AG w pierwszym kwartale tego roku przekroczył 1,6 mln dol., trzykrotnie więcej niż w pierwszym kwartale roku ubiegłego.

Fibak i Zasada

Starzy mistrzowie wciąż mogą też zarabiać na korcie – grają w meczach pokazowych po całym świecie (chętnie gości ich Azja), organizatorzy turniejów wielkoszlemowych zapraszają do deblowej „rywalizacji legend”, od ponad dwóch dekad mężczyźni mają swój, całkiem nieźle płatny cykl ATP Champions Tour. Prędzej czy później zawitali tu niemal wszyscy wielcy: Pete Sampras, McEnroe, Borg, Edberg, Mats Wilander, Becker, Lendl, Pat Rafter.

Dawne gwiazdy tenisa odwiedzały też Polskę. Już na początku lat 90. w pokazowym deblu w Warszawie zagrał były numer 1. rankingu Rumun Ilie Nastase (na emeryturze próbuje łączyć tenis, biznes i politykę – bezskutecznie kandydował na stanowisko mera Bukaresztu, później dostał się do Senatu), parę lat później w Sopocie oglądaliśmy Argentyńczyka Guillermo Vilasa.

Nastasego, Vilasa i paru innych zapraszał Wojciech Fibak, który jeszcze w czasie sportowej kariery dbał o to, żeby pieniądze się nie marnowały. Latami inwestował w sztukę, po 1989 r. za pośrednictwem Fibak Investment Group wkroczył do nowej Polski – firma działała m.in. na rynku nieruchomości, prasy oraz handlu samochodami. Dziś były tenisista prowadzi galerię w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu.

Także Sobiesław Zasada, wybitny rajdowiec, nie zwlekał długo – w 1977 roku założył w Krakowie firmę polonijną Alpha, która zaczynała od produkcji zamków błyskawicznych. Spółka istnieje do dziś jako Alpha Technology, ale Zasada po 1989 r. wrzucał kolejne biegi – był generalnym przedstawicielem Mercedesa i Porsche w Polsce, działał na rynku nieruchomości. Dziś Zasada Group składa się z 30 spółek zajmujących się produkcją, handlem i usługami, zatrudniających ponad 2 tys. osób. Na najnowszej liście najbogatszych Polaków „Forbesa” Sobiesław Zasada zajmuje 58. miejsce.

Stefanie i Andre

Byli sportowcy często zakładają agencje menedżerskie, szkółki, akademie, kluby, siłownie. Ale naprawdę dużymi pieniędzmi obracają ci, którzy prowadzą poważniejszy biznes. W tej lidze dobrze radzi sobie mistrzowska para Graf–Agassi. Firmy należące do Stefanie i Andre działają m.in. na amerykańskim rynku nieruchomości – po zakończeniu kariery Agassi inwestował w sieci restauracji, hotele, kasyna, kluby.

Teraz Agassi Graf Holding ma m.in. udziały w parku wodnym w Las Vegas (podczas budowy wartość przedsięwzięcia szacowano na 100 mln dol.). Oboje wciąż mają dziesiątki kontraktów reklamowych, chociaż Stefanie od dawna nie jest już „tamtą Steffi” i na korcie pojawia się w wyjątkowych przypadkach. Jak większość byłych sportowców angażują się w działalność charytatywną – Graf prowadzi fundację Children for Tomorrow realizującą przedsięwzięcia m.in. w Kosowie i Afryce, a Andre Agassi Foundation for Education stawia na poprawę jakości publicznego systemu edukacji w USA. Zebrała już 185 mln dolarów, co świadczy o skali działań fundatora.

Koszykarscy miliarderzy

Szybki przegląd tenisowych emerytów prowadzi do wniosku, że radzą sobie lepiej niż np. byli koszykarze NBA czy bokserzy. Dennis Rodman, Scottie Pippen, Allen Iverson, Mike Tyson, Evander Holyfield, Riddick Bowe – ich nazwiska najczęściej wymieniane są dziś pod nagłówkiem „przepuścili fortunę”. Tyson i Holyfield zdołali udowodnić, że nawet pół miliarda dolarów można stracić.

Na tym tle złoci się mistrz wagi ciężkiej George Foreman, który firmuje swoim nazwiskiem elektryczne grille do użytku w pomieszczeniach. Brzmi nieciekawie, ale szacuje się, że grillowanie przyniosło mu już 250 mln dolarów.

Świetnie poradziły sobie też dwie koszykarskie gwiazdy lat 80. i 90. – Michael Jordan i Magic Johnson. Pierwszy dzięki wieloletnim kontraktom reklamowym oraz przedsięwzięciom biznesowym jest dolarowym miliarderem. Sprzedaż produktów pod marką Air Jordan daje firmie Nike około 3 mld dolarów rocznie – szacuje się, że dzięki temu na konto koszykarza może trafiać co roku nawet 100 mln. Kolejnym źródłem dochodu są udziały w klubach Charlotte Hornets (NBA) oraz Miami Marlins (Major League Baseball).

Magic Johnson także wygrywa. Działający od 1987 roku konglomerat Magic Johnson Enterprises zajmuje się produkcją filmów i programów telewizyjnych, inwestuje w nieruchomości, działa w branży ubezpieczeniowej, kateringowej, sprzedaje sportowe pamiątki... To wszystko sprawia, że wielki rywal Michaela Jordana także dąży do miliarda. Na tyle wycenia wartość swojej firmy.

Właściwy czas i miejsce

Dobrze radzą sobie byli golfiści (wysoko stoją notowania Grega Normana, Jacka Nicklausa i Gary’ego Playera, sukcesy biznesowe odnosił też zmarły niedawno Arnold Palmer) oraz dawni kierowcy Formuły 1. Niki Lauda założył swoją linię lotniczą Lauda Air w 1979 roku, gdy wciąż się ścigał (marka zniknęła w 2013 r., krótko po połączeniu z Austrian Airlines). Byłym piłkarzom szlaki wytycza David Beckham – Brytyjczyk podążył w stronę mody i kosmetyków, stając się samoistną marką, której wartość szacuje się na pół miliarda dolarów.

Szczególnie barwna wydaje się jednak biznesowa droga sportowca, który nie był gwiazdą, ale okazał się wszechstronnie utalentowany. Jako dziecko Ion Tiriac świetnie radził sobie przy stole pingpongowym. W 1964 roku wystąpił w hokejowej reprezentacji Rumunii podczas igrzysk olimpijskich w Innsbrucku. W roku 1968 dotarł do ćwierćfinału singla na Roland Garros, by w 1970 wygrać w Paryżu rywalizację deblistów w parze ze wspomnianym wcześniej Nastase. Wygrał jeden turniej ATP, był w gronie dziesięciu najlepszych na świecie, trafił na rumuński znaczek pocztowy.

Ale znacznie więcej dokonał po zejściu z kortu. Pełnił rolę menedżera tenisistów – Nastasego, Vilasa, Mary Joe Fernández, Gorana Ivanisevica, Marata Safina oraz Borisa Beckera, z którym współpracował przez blisko dekadę znaczoną największymi sukcesami Niemca. Organizował duże turnieje – w Stuttgarcie, Hanowerze, Madrycie. Jednak najważniejsze wydarzyło się około roku 1990, kiedy w Rumunii upadał komunizm, a Tiriac był na Zachodzie i miał pieniądze. Dosyć szybko znalazł się we właściwym czasie na właściwym miejscu i otworzył pierwszy w ojczyźnie prywatny bank – Banca Tiriac. Niebawem objął kolejne branże – handel samochodami, ubezpieczenia, energetykę. Dziś, z majątkiem szacowanym na 1,2 mld dolarów, pozostaje jedynym Rumunem na liście miliarderów „Forbesa”.

Pytanie o to, czy dyplomatyczny paszport skorumpowanej Republiki Środkowoafrykańskiej, którym posługuje się Boris Becker, jest prawdziwy, pozostaje aktualne. Przedstawiciele kraju, w którym były tenisista miałby pełnić rolę attaché ds. humanitarnych, kulturalnych i sportowych, twierdzą, że został sfałszowany. Trzykrotny mistrz Wimbledonu utrzymuje, że dokument jest prawdziwy, a on sam dzięki niemu „zakończy wreszcie tę farsę i zacznie odbudowywać swoje życie”.

Farsą nazywa Becker żądania wierzycieli z prywatnego banku Arbuthnot Latham, którzy wciąż domagają się pieniędzy. To na ich wniosek brytyjski sąd ogłosił w zeszłym roku bankructwo tenisisty.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Tenis
Lider rankingu za mocny dla Huberta Hurkacza. Jannik Sinner wygrywa w Halle
Tenis
Coś w trawie piszczy. Hubert Hurkacz pokonał Aleksandra Zvereva
Tenis
Historyczny wyczyn Huberta Hurkacza. Poprawił swój najlepszy wynik
Tenis
Szybki mecz Huberta Hurkacza. Jest ćwierćfinał
Tenis
Obiecujące początki Huberta Hurkacza na trawie. 19 asów w pierwszym meczu
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży