Rz: Kiedy rano wstaje pani z łóżka i patrzy w lustro, widzi pani liderkę rankingu WTA?
Karolina Woźniacka:
Nic nie widzę. Wiem tylko, że to będzie dla mnie ciężki dzień. Wstaję o 6.15, o ósmej muszę być na korcie. A zdecydowanie nie jestem rannym ptaszkiem.
Ale coś się zmieniło w pani życiu, kiedy została pani pierwszą tenisistką świata?
Wszystko się zmieniło. Na korcie zawsze jestem teraz faworytką, a moje rywalki nie mają nic do stracenia. Jeśli przegrają, zawsze mogą powiedzieć, że przegrały z numerem 1, nic wielkiego się nie stało. A ja muszę wszystko robić na 100 procent.
Życie poza kortem też wygląda teraz inaczej?
Przybyło mi obowiązków. Muszę mieć czas dla sponsorów, na sesje zdjęciowe, wizyty, spotkania.
I wywiady. Czyta pani potem, co o pani napisano w gazetach?
Wolę spotkać się z rodziną i przyjaciółmi, pójść do kina, przeczytać książkę. Sama wiem, kiedy zagrałam dobrze, a kiedy źle. Ale nie skarżę się – lubię to, co robię. Jako mała dziewczynka podziwiałam Steffi Graf i Martinę Hingis. Chciałam być taka jak one. No i jestem pierwsza na świecie.
Z Monte Carlo przyleciała pani do Stuttgartu prywatnym samolotem. Tutaj w rogu hali stoi samochód: porsche dla zwyciężczyni.
Przyleciałam samolotem, ale chętnie wrócę do domu tym autem.
—rozmawiał w Stuttgarcie Artur St. Rolak
Tenis w Stuttgarcie
W Porsche Open startuje siedem zawodniczek z czołowej dziesiątki rankingu. Agnieszka Radwańska (14. WTA) w I rundzie spotka się dziś o 16 z Jamie Hampton (USA). Karolina Woźniacka miała wolny los, w II rundzie zagra z Zuzaną Kucovą lub Anną Czakwetadze.