Po zdobyciu wicemistrzostwa olimpijskiego na dystansie 10 000 m Semirunnij w rozmowie z „Rzeczpospolitą” opowiadał, że jest zadowolony z medalu, ale z biegu i czasu już nie. Przekonywał, że na treningach było lepiej.
– Wiadomo, że chciałem się bawić jazdą, ale trochę była presja w głowie. To są igrzyska, każdy o nich marzy – mówił i dodawał: – Ale najważniejsze, że medal już jest. Myślę, że teraz będzie mi lżej w głowie.
Zimowe igrzyska olimpijskie. Władimir Semirunnij bez medalu na 1500 m
Semirunnij nie ukrywał też, że oczekiwanie na wyniki konkurencji było straszne. Teraz okoliczności były jednak podobne. Reprezentant Polski jechał już w szóstej parze, niedługo przed przerwą na czyszczenie lodu. Jego rywalem był Amerykanin Casey Dawson.
Po szybkim finiszu wygrał swój bieg z dużą przewagą (1.45,37), objął prowadzenie i znów musiał czekać. Wyprzedzał o 0,43 s Koreańczyka Jae-Won Chunga. Po nim startował rewelacyjny 19-latek Metodej Jilek, z którym Semirunnij przegrał walkę o złoto na 10 000 m. Czech nie dał jednak rady wyprzedzić Polaka. Podobnie jak pozostali rywale z pierwszej grupy. Po przejeździe 16 zawodników cały czas przy jego nazwisku widniała jedynka.