Tym razem w rolach głównych byli obcokrajowcy walczący w barwach Husarii. Regulamin WSB pozwala na takie rozwiązanie, stąd obecność w polskiej drużynie Niemca Hamzy Touby (52 kg) , Irlandczyka Stevena Donnelly'ego (69 kg) oraz Litwina Mantasa Valaviciusa (plus 91 kg).
Na pięściarza z Belfastu można liczyć jak na Zawiszę. Wygrywał w meczach z Kazachstanem i USA, wygrał i teraz, z solidnym Nicklausem Flazem. Ale sprawcą naprawdę sporej sensacji był Touba, Marokańczyk z pochodzenia, który w tym sezonie odniósł pierwsze zwycięstwo i to z najlepszym portorykańskim pięściarzem. Jeyvier Cintron ma dopiero 20 lat, ale na igrzyskach w Londynie (2012) dotarł przecież do ćwierćfinału. Walkę o medal przegrał wprawdzie wtedy z Rosjaninem Miszą Alojanem, ale jak na 17. letniego chłopaka pokazał naprawdę spore możliwości.
A w Wyszkowie to Touba był górą, choć Portorykańczycy twierdzą, że Cintron został skrzywdzony. Nie mają racji, tym razem ich as zwyczajnie nie był w formie, co nie zmienia faktu, że Hamzie i jego trenerowi, mistrzowi świata z Berlina (1995), Rumunowi Zoltanowi Lunce należą się gorące brawa.
Z „najemników" walczących w barwach Rafako Hussars Poland nie popisał się tylko Litwin Valavicius, który jak najbardziej zasłużenie przegrał z Laurentem Claytonem. Litwin ma świetne warunki fizyczne, dużo chęci i twardą głowę, ale na mistrza boksu chyba się nie nadaje. Z przeciętnym rywalem nie miał wiele do powiedzenia.
A Polacy ? Trzeci zwycięski punkt dla naszej drużyny zdobył Mateusz Tryc (81 kg) walkowerem, gdyż Portorykańczyk Dave Vega został zbyt późno zgłoszony do tego meczu. W walce pokazowej Tryc pokonał go w drugim starciu przez techniczny nokaut.