Mistrz świata nie jest bez szans na sukces. Klasyk liczy 293 km, kolarze mają do pokonania kilka podjazdów, ostatni – pod Poggio – tuż przed metą. Profil trasy przypomina nieco ten z Ponfferady, gdzie Kwiatkowski zdobył tytuł mistrzowski i z wyścigu Liege-Bastogne-Liege, tam zajmował miejsce na podium.
W tym tygodniu polski kolarz zapoznał się z tym, co go czeka w niedzielę. Przyjechał na rekonesans wraz z kolegą z drużyny Etixx-Quick-Step Michałem Gołasiem. Szczególną uwagę poświęcił Poggio.
– Zdaję sobie sprawę, że po przejechaniu 280 km to pozornie niegroźne wzniesienie staje się przeszkodą trudną do pokonania. To bez wątpienia kluczowy moment wyścigu, na tym polega urok Milan – San Remo. Najbardziej podoba mi się zjazd z Poggio. Sprawdziłem go dwa razy – opowiadał Kwiatkowski po pierwszych treningach.
Jeszcze nigdy nie udało mu się skończyć włoskiego klasyku. Dwukrotnie wycofywał się – wraz z wieloma innymi kolarzami – z powodu śniegu, deszczu i zimna.
– Obserwuję to, co Michał robi. Skończył się wyścig Paryż – Nicea i dwa dni później z Michałem Gołasiem przyjechał do Włoch, żeby poznać trasę. Świadczy to tylko o tym, jak poważnie podchodzi do startu. Nie zdziwiłbym się, gdyby stanął na podium albo wygrał wyścig – mówi „Rz" dyrektor sportowy Polskiego Związku Kolarskiego Andrzej Piątek.