Jako pierwszy w historii zawodnik reprezentacji Polski strzelał pan w sześciu kolejnych meczach kadry.
Cieszę się z tego, fajnie. Ale oczywiście te rekordy to nie jest tylko moja zasługa. To przede wszystkim zasługa drużyny. Przy drugiej bramce było nas trzech w polu karnym, więc siłą rzeczy miałem miejsce. A wiadomo jak kiedyś to wyglądało... Gdy oni grają na maksa, to i ja lepiej wyglądam. To naturalne. Fajnie, że wciąż robimy postęp, że z każdym meczem idzie ku lepszemu.
W przerwie zabrał pan głos? Chyba coś się w szatni działo, bo na drugą połowę wyszliście odmienieni.
Powiedzieliśmy sobie kilka słów, że jednak musimy próbować atakować, przestać powielać błędy z pierwszej połowy. Wiedzieliśmy, że musimy dążyć do bramki wyrównującej, a później natychmiast pójść za ciosem. Trochę nam Islandczycy popsuli ten plan, gdy szybko wyrównali na 2:2, ale na szczęście nas to nie załamało. W drugiej połowie nasza gra mogła się podobać. Nie tylko akcje skrzydłami i długie piłki, ale kreowaliśmy sytuacje w środku pola, przerzuty, odbiory.