To prawda, że mała skocznia naprawia duże błędy, a duża skocznia małe?
Można tak powiedzieć. Posłużę się przykładem Adama Małysza z wczesnych lat kariery. Zimą 1996/1997 roku miał już trzy zwycięstwa w Pucharze Świata i był kilka razy na podium, wygrał m.in. próbę przedolimpijską, ale potem nastąpiło załamanie i pamiętam, że Adam wyłączył się ze szkolenia centralnego. Pełniłem wówczas funkcję wiceprezesa PZN, więc poprosił mnie o trening ze szkoleniowcem klubowym. Wrócił z nim wtedy na 15-metrową skocznię w Wiśle. Dwa dni chodziłem tam i patrzyłem, jak zwycięzca w PŚ skacze na tak małym obiekcie. Taka maleńka skocznia wyczyściła błędy, Adam wrócił do dobrego skakania, tylko trener Pavel Mikeska miał pewne pretensje, że ta akcja było zrobiona trochę za jego plecami. Ale pomogła.