Rz: Jeszcze półtora roku temu grał pan w trzecioligowym Zniczu Pruszków, dzisiaj ma szansę wyjazdu na Euro...
Radosław Majewski:
Miałem szczęście, że Znicz wylosował Groclin w rozgrywkach o Puchar Polski. Spodobałem się trenerowi Maciejowi Skorży, który zabrał mnie do Grodziska. Kiedy wszedłem tam do szatni, okazało się, że znam tylko jednego zawodnika – Piotra Rockiego. Muszę powiedzieć, że starsi zawodnicy w Groclinie mi pomagali.
Mieszkał pan w Pruszkowie, pod bokiem były dwa wielkie kluby pierwszoligowe i nikt wcześniej nie zwrócił na pana uwagi?
Kiedy miałem 17 lat, trenowałem przez dwa tygodnie w Polonii Warszawa. Podziwiałem rzuty wolne Darka Dźwigały i grę na pełnych obrotach przez 90 minut Igora Gołaszewskiego. Ale trener Jan Żurek nie podziwiał mnie. Miał wtedy w drużynie Marka Citkę i Maćka Terleckiego. Trudno się dziwić, że wróciłem do Pruszkowa. Ale na mecze Polonii i Legii jeździłem zawsze, kiedy tylko mogłem.
A teraz w reprezentacji komu się pan przygląda?
Podobną rolę jak moja grają Łukasz Garguła, Michał Goliński, może także Tomek Zahorski, w mniejszym stopniu Michał Pazdan. Zdrowo rywalizujemy. Ale ja jestem dopiero trzeci raz na zgrupowaniu. Cieszę się, kiedy otrzymuję powołanie. Nie myślę o przyszłości, tylko o najbliższym meczu. A ponieważ zmian w drużynie będzie prawdopodobnie sześć, a nas jest 16, to wiem, że na pewno zagram.
Po meczu z Finlandią na Cyprze Leo Beenhakker był pod wrażeniem gry młodych Polaków i wymienił w tym kontekście pańskie nazwisko.
Słyszałem o tym i jestem przekonany, że nie mnie miał na myśli. Trener lubi żartować. Ja jestem z angielskiego zielony, więc jeszcze z trenerem osobiście nie rozmawiałem, ale czuję, że mamy pewną płaszczyznę porozumienia. Dzisiaj na treningu pan Beenhakker chciał mi założyć siatkę (puścić piłkę między nogami, despekt dla piłkarza – przyp. s.t.s.). No to ja odpłaciłem mu się tym samym i teraz nie wiem, czy to koniec mojej kariery w kadrze, czy może początek.