Przeszłość musi mieć znaczenie

W tym sporcie nawet najcięższe dopingowe przestępstwo nie zamyka drogi do dyrektorskiej kariery.

Aktualizacja: 10.12.2014 08:02 Publikacja: 10.12.2014 01:00

Przeszłość musi mieć znaczenie

Foto: AFP

Menedżerowie wielu grup zawodowych to byli kolarze dyskwalifikowani za doping. W ubiegłym roku w 19 grupach UCI World Tour, czyli w światowej elicie, pracowało 151 dyrektorów sportowych i menedżerów. 69,5 procent z nich było w przeszłości kolarzami. Około 33 procent z tej grupy w mniejszym lub większym stopniu uczestniczyło w aferach dopingowych.

Wyliczeń dokonał Pierre Ballester w opublikowanej w ubiegłym roku książce „Fin de cycle" (gra słów dosłownie „Koniec koła", ale też „Koniec cyklu"). Francuski dziennikarz śledczy tropił oszustwa Lance'a Armstronga w czasach, kiedy wymagało to nie lada odwagi. Publikując książkę „L.A. Confidentionel", naraził się na pozwy sądowe ze strony prawników amerykańskiego hochsztaplera i na pogardę okazywaną mu podczas konferencji prasowych. Ale ostatecznie wygrał.

Jak im wierzyć?

Dziś Ballester utrzymuje, że mimo ogromu afer w kolarstwie nikt nie przeprowadził gruntownej reformy systemu. Jednym z przejawów ciągłego kryzysu dyscypliny jest obecność na kolarskim proscenium aktorów w przeszłości zamieszanych w afery. Rower zamienili na samochód i zamiast słuchać tego, co mówi im się do słuchawek, sami mówią. Zostali dyrektorami sportowymi.

„Misją dyrektorów sportowych jest także prowadzenie karier sportowych kolarzy, wpajanie im zasad uczciwości. Nie jest to łatwe dla ludzi, którzy sami tych reguł nie respektowali, będąc kolarzami" – pisze Ballester.

Wygląda na to, że z czarną przeszłością szczególnie trudno zerwać Aleksandrowi Winokurowowi. W 2007 roku kazachski kolarz został złapany podczas Tour de France. Udowodniono mu stosowanie transfuzji krwi. Został zdyskwalifikowany na dwa lata. Ciążą na nim również inne zarzuty – kupna zwycięstw w wyścigach.

– On nie stosował dopingu raz. To recydywista. Jest sportowcem dopingowo skompromitowanym, co zostało udowodnione – powiedział profesor Werner Franke, jeden z autorytetów w walce z dopingiem, po zdobyciu przez Kazacha złotego medalu na igrzyskach w Londynie.

Winokurow jest dziś dyrektorem zespołu Astana, w którym jeździł w przeszłości, również wtedy, gdy wykryto u niego niedozwolone wspomaganie. Dziś aż 71 procent ludzi ze sztabu menedżerskiego grupy ma za sobą dopingową przeszłość. Te dane nie zmieniają się od trzech lat. Astana wciąż czeka na licencję World Tour, bo jej kolarze notorycznie wpadają podczas badań antydopingowych. Zanotowano już – łącznie z młodzieżową filią grupy – pięć takich przypadków.

Na tym nie koniec. W poniedziałek „La Gazzetta dello Sport" opublikowała tekst, w którym dowodzi, że istnieją silne związki między grupą Astana i byłym lekarzem Armstronga – i wielu innych dopingowiczów – Michele Ferrarim. Dziennik dysponuje zdjęciami, na których widać, że „diabelski lekarz", wykluczony dożywotnio ze sportu przez Amerykańską Agencję Antydopingową, w 2013 roku uczestniczył w zgrupowaniu kazachskiego zespołu.

Drugie miejsce w rankingu dopingowo obciążonych przypada zespołowi Tinkoff Saxo z 50-procentowym wskaźnikiem (w ubiegłym roku był wyższy, wynosił prawie 60 procent). Zespołowi przewodzi formalnie Stefano Fetrin (nie był kolarzem), ale za sznurki pociąga Bjarne Riis.

W 1996 roku Duńczyk wygrał Tour de France. Kilka lat później wyszło na jaw, że w czasie wyścigu stężenie hematokrytu w jego organizmie przekroczyło 60 procent. Odebrano mu zwycięstwo. Od tej pory nazywano go Mister EPO.

Ryba psuje się od głowy

– Nie mogę zaakceptować, że ktoś taki funkcjonuje nadal w sporcie, zwłaszcza teraz, gdy chcemy, by nasza dyscyplina odzyskała zaufanie – powiedział w niedawnym wywiadzie dla „Telegraph" były francuski kolarz, uważany za symbol czystości dyscypliny, Christophe Bassons.

Może właśnie ze względu na wspólną przeszłość Riis zatrudnił Bobby'ego Julicha, innego dopingowicza z lat 90. Aż strach pomyśleć, że Amerykanin od przyszłego roku będzie trenerem prowadzącym Rafała Majkę.

Kilka lat temu, po ujawnieniu niewygodnych dla Julicha faktów, wyrzuciła go drużyna Sky. Brytyjczycy nie mają obecnie w sztabie nikogo, kto miałby dopingową plamę w życiorysie. Niewiele takich osób pracuje w grupach francuskich, czyści swoje szeregi holenderska ekipa Belkin.

Wszyscy zdają sobie sprawę, że problem istnieje, a przeszłość ma znaczenie. – Ryba psuje się od głowy. Niektórzy potrafili to zrozumieć, inni nie. Ale jak mamy karać menedżerów? Być może musi dojść do zmiany pokoleniowej także wśród dyrektorów – zeznawał podczas przesłuchania przed senacką komisją ds. sportu w 2013 roku dyrektor Tour de France Christian Preudhomme.

Menedżerowie wielu grup zawodowych to byli kolarze dyskwalifikowani za doping. W ubiegłym roku w 19 grupach UCI World Tour, czyli w światowej elicie, pracowało 151 dyrektorów sportowych i menedżerów. 69,5 procent z nich było w przeszłości kolarzami. Około 33 procent z tej grupy w mniejszym lub większym stopniu uczestniczyło w aferach dopingowych.

Wyliczeń dokonał Pierre Ballester w opublikowanej w ubiegłym roku książce „Fin de cycle" (gra słów dosłownie „Koniec koła", ale też „Koniec cyklu"). Francuski dziennikarz śledczy tropił oszustwa Lance'a Armstronga w czasach, kiedy wymagało to nie lada odwagi. Publikując książkę „L.A. Confidentionel", naraził się na pozwy sądowe ze strony prawników amerykańskiego hochsztaplera i na pogardę okazywaną mu podczas konferencji prasowych. Ale ostatecznie wygrał.

Pozostało 82% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Sport
Chińscy pływacy na dopingu. W tle walka o stanowisko Witolda Bańki
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Sport
Paryż 2024. Dlaczego Adidas i BIZUU ubiorą polskich olimpijczyków
sport i polityka
Wybory samorządowe. Jak kibice piłkarscy wybierają prezydentów miast
Sport
Paryż 2024. Agenci czy bezdomni? Rosjanie toczą olimpijską wojnę domową
Sport
Paryż 2024. Kim jest Katarzyna Niewiadoma, polska nadzieja na medal igrzysk olimpijskich