Reklama

Grand Prix Malezji: walka z upałem

W drugiej rundzie mistrzostw świata Formuły 1 dominujący zespół Mercedesa mogą pokonać tylko kaprysy techniki. Lewis Hamilton był najszybszy w piątek, ale jego samochód trapiły awarie.

Aktualizacja: 27.03.2015 19:44 Publikacja: 27.03.2015 19:16

Lewis Hamilton osiągnął najlepszy czas w trakcie piątkowych treningów na torze Sepang

Lewis Hamilton osiągnął najlepszy czas w trakcie piątkowych treningów na torze Sepang

Foto: AFP

Korespondencja z Kuala Lumpur

Zawody w Malezji to piekielnie trudny sprawdzian dla kierowców i maszyn. W tropikalnym klimacie najlepiej jest trzymać się klimatyzowanych pomieszczeń, a kokpit wyścigówki Formuły 1 do takowych nie należy. Palące słońce do spółki z rozgrzanymi elementami samochodu zapewnia temperaturę rzędu 60 stopni Celsjusza, a kierowcy nie mogą przecież jeździć w szortach i klapkach. Mają na sobie kilkuwarstwowe kombinezony z niepalnej tkaniny, a pod spodem ochronną bieliznę z długimi rękawami i nogawkami. Trwający ponad półtorej godziny wyścig jest prawdziwą drogą przez mękę, podczas której zawodnicy mogą stracić na wadze nawet kilka kilogramów.

Dlatego ważne jest właściwe przygotowanie: fizjoterapeuci poszczególnych zespołów pilnują, by ich podopieczni przede wszystkim dbali o odpowiedni poziom nawodnienia. Walka koło w koło podczas Grand Prix wymaga maksymalnej koncentracji, a upał i ewentualne osłabienie organizmu może nie tylko przeszkodzić w uzyskaniu dobrego wyniku, ale też spowodować potencjalne zagrożenie. Jazda samochodem Formuły 1 tylko pozornie jest prosta: w Malezji poza standardowym wyzwaniem w postaci przekraczających 5 G przeciążeń albo konieczności precyzyjnego wciskania hamulca z siłą grubo ponad 100 kilogramów trzeba jeszcze zmagać się z upałem i wilgotnością, w cięższe dni przekraczającą 80 procent.

Wysoka temperatura to też poważny sprawdzian dla samochodów. Inżynierowie muszą dobrać odpowiedni poziom chłodzenia: im większe otwory wpuszczające powietrze pod poszycie nadwozia, tym większe zakłócenia aerodynamiki. Z kolei większa wydajność aerodynamiczna nie przyda się na wiele, jeśli auto odmówi posłuszeństwa z powodu przegrzania.

W Malezji także opony dostają mocno w kość: na wyższe niż na innych obiektach zużycie wpływa kilka długich i szybkich łuków w połączeniu z bardzo szorstką, rzadko używaną nawierzchnią toru Sepang. Dlatego firma Pirelli tradycyjnie przygotowała na drugą rundę sezonu dwie najtwardsze mieszanki, ale nawet mimo tego szacuje się, że w niedzielnej Grand Prix kierowcy mogą zjeżdżać na zmianę opon nawet po trzy razy.

Reklama
Reklama

Strategiczne prognozy przed tym wyścigiem z reguły się nie sprawdzają, bo równikowy klimat w okolicach Kuala Lumpur zawsze chowa w zanadrzu pogodowe niespodzianki. Gwałtowne burze to w tym regionie codzienność, a recepty na jazdę w tropikalnej ulewie jeszcze nie wymyślono. Nawet deszczowe opony Pirelli, odprowadzające przy maksymalnej prędkości aż 65 litrów wody na sekundę, nie radzą  sobie w ekstremalnych warunkach. Do tego dochodzi jeszcze widoczność: kierowca F1 siedzi tuż nad nawierzchnią, a samochody mają odsłonięte koła, które wzbijają w powietrze wodną mgiełkę. Jadący z tyłu zawodnik nie ma praktycznie żadnych szans na dostrzeżenie czegokolwiek i właśnie z tego powodu sędziowie często podejmują decyzję o przerwaniu zawodów. Tak było chociażby sześć lat temu, kiedy wyścig najpierw przerwano, a potem definitywnie zakończono po przejechaniu 31 z zaplanowanych 56 okrążeń.

Wszystko wskazuje na to, że z walki z żywiołami obronną ręką znów wyjdzie przede wszystkim Mercedes. Nikt nie jest w stanie znaleźć skutecznej recepty na pokonanie mistrzowskiej ekipy, choć przebieg piątkowych treningów ujawnił rysę na ich zbroi. W samochodzie Lewisa Hamiltona co rusz pojawiały się problemy z przekazem danych do garażu. Naszpikowany elektroniką samochód F1 musi być bezustannie monitorowany przez czujnych inżynierów, bo w przeciwnym razie może dojść do poważnej awarii: na przykład jednostki napędowej, a każdy zawodnik ma do dyspozycji tylko cztery sztuki na cały sezon.

Dlatego w pierwszej sesji mistrz świata nie przejechał ani jednego pomiarowego okrążenia. W drugim treningu pokonał mniej więcej połowę zakładanego dystansu, ale i tak uzyskał najlepszy czas dnia. Jego zespołowy partner Nico Rosberg był odpowiednio pierwszy i trzeci, a w obu sesjach drugim wynikiem popisał się Kimi Raikkonen z Ferrari. To dobry zwiastun dla Scuderii. Sebastian Vettel po zdobyciu przed dwoma tygodniami swojego pierwszego podium w czerwonych barwach przyznaje co prawda, że Mercedes jest poza zasięgiem, ale liczy na zaciętą walkę z Williamsem i Red Bullem o trzecią lokatę – a może o coś więcej, jeśli piątkowe problemy Mercedesa powrócą w niedzielę i mistrzowie świata przegrają starcie z piekielnym upałem.

Sport
Turniej Czterech Skoczni, Premier League, koszykówka. Co obejrzeć w Sylwestra i Nowy Rok?
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Sport
Iga Świątek, Premier League i NBA. Co obejrzeć w święta?
Sport
Ślizgawki, komersy i klubowe wigilie, czyli Boże Narodzenia polskich sportowców
Sport
Wyróżnienie dla naszego kolegi. Janusz Pindera najlepszym dziennikarzem sportowym
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Sport
Klaudia Zwolińska przerzuca tony na siłowni. Jak do sezonu przygotowuje się wicemistrzyni olimpijska
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama