Franciszek Smuda: Brakowało tylko pistoletów

Były trener piłkarskiej reprezentacji Polski Franciszek Smuda o Euro obecnym i tym sprzed czterech lat.

Aktualizacja: 22.05.2016 19:50 Publikacja: 22.05.2016 19:31

Franciszek Smuda: Brakowało tylko pistoletów

Foto: Fotorzepa, Piotr Guzik

Rz: Patrzy pan dziś na reprezentację Polski i co pan czuje?

Franciszek Smuda: Przyjemność. Ładnie grają. W kadrze Adama Nawałki jest dziewięciu zawodników, którzy byli też w kadrze na Euro przed czterema laty: Wojtek Szczęsny, Przemysław Tytoń, Kuba Wawrzyniak, Łukasz Piszczek, Maciej Rybus, Kuba Błaszczykowski, Kamil Grosicki, Artur Sobiech i Robert Lewandowski. Tyle że wtedy nie mieli jeszcze takich pozycji w klubach, jakie mają dziś. Na tym polega podstawowa różnica.

Czyli gdyby pan pozostał trenerem reprezentacji, to dziś pan jechałby z nią na Euro?

To dość pochopny wniosek. Może tak, może nie. Rozsądni trenerzy na ogół wiedzą, kiedy odnoszą sukces, a kiedy przegrywają, nawet jeśli wyniki mówią co innego. Ja przed czterema laty nie spełniłem oczekiwań swoich, PZPN i kibiców, dlatego postanowiliśmy z prezesem Grzegorzem Latą, że odejdę. Do nikogo nie mam pretensji. Tyle że dwa i pół roku pracy z reprezentacją to zbyt mało na jej zbudowanie i myślenie o sukcesach na wielkich turniejach. Wie pan, jak długo trenerem Niemiec jest Joachim Loew?

Jakieś dziesięć lat?

Minie w sierpniu. Najpierw był asystentem Juergena Klinsmanna, a po mundialu w Niemczech zajął jego miejsce. Mając pewność pracy, która nie jest uzależniona wyłącznie od wyników, można szukać zawodników, eksperymentować, łatać dziury i kreować. Kiedy ma się niewiele ponad dwa lata i jasno wyznaczony cel, to jest znacznie trudniejsze. Tym bardziej że jedyne mecze o punkty rozegraliśmy wtedy dopiero na turnieju finałowym.

To chyba dobrze. Polska jako gospodarz Euro nie musiała się martwić eliminacjami.

Wcale nie. Wybieraliśmy przeciwników, jeździliśmy po całym świecie, żeby spotykać się z różnym stylem gry. Graliśmy z lepszymi od nas, uważając, że tylko taka konfrontacja ma sens. Tyle że te wszystkie mecze nie miały żadnego ciężaru. Zwycięstwa i porażki były bez znaczenia, więc zawodnicy czasami nie wychodzili na boisko z maksymalnym zaangażowaniem. Ja to mogę zrozumieć. Ale kiedy grasz bez adrenaliny, to się do tego przyzwyczajasz. W rezultacie, kiedy trzeba było dać z siebie wszystko w Warszawie i we Wrocławiu, to choć wszyscy się starali, zabrakło zwycięstw.

Przepraszam, ale oprócz zawodników jest jeszcze trener, który powinien to wszystko widzieć.

Oczywiście. I widziałem, tylko nie bardzo mogłem cokolwiek zaradzić. Proszę pamiętać, że w drużynie sprzed czterech lat było tylko czterech zawodników na europejskim poziomie, na których mogłem zawsze liczyć: Wojtek Szczęsny i trójka z Dortmundu – Piszczek, Błaszczykowski, Lewandowski. A przecież powołałem najlepszych polskich piłkarzy z kraju i zagranicy, z tymi, którzy mieli polskie korzenie, włącznie. Ale to nie były lata 70., w których mieliśmy prawie trzy równorzędne reprezentacje. Zdarzało mi się, że na jakiś wyjazd nie wiedziałem, kogo włączyć do kadry, i brałem obrońcę, który w normalnych warunkach nie miałby szans na grę. W tamtym czasie Arkadiusz Milik grał jeszcze w Młodej Ekstraklasie, a Grzegorz Krychowiak nie mieścił się w składzie Bordeaux.

Kiedy zorientowaliście się, że nic z tego nie będzie?

W ogóle nie braliśmy tego pod uwagę. Ale atmosfera była specyficzna. Przede wszystkim dość powszechnie mówiło się, że wyjście z grupy nie powinno stanowić problemu. Mało kto chciał pamiętać, że Rosja, Czechy i Grecja w rankingu FIFA zajmowały miejsca przed nami. Remis z Grekami nie był taki zły, chociaż zmarnowaliśmy kilka sytuacji. Jednak wiarę w nas wlał mecz z Rosją. Kiedy Rosjanie rozbili Czechów 4:1, kibice uświadomili sobie, że z nami mogą zrobić to samo. Pierwsi strzelili bramkę, Błaszczykowski wyrównał, mogliśmy wygrać. Poczuliśmy się tak mocno, że na trzeci mecz, z Czechami, jechaliśmy do Wrocławia absolutnie pewni zwycięstwa. To nie był mecz o honor, do czego w XXI wieku kibice się przyzwyczaili, tylko o awans. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek wcześniej przeżywał w szatni coś takiego jak wówczas. Zawodnicy byli niezwykle podekscytowani, krzyczeli, napędzając się nawzajem, nie mogli się doczekać wyjścia na boisko. Gdyby mieli pistolety, toby strzelali. Grali z tą adrenaliną przez jakieś 20 minut. Nie zdobyli jednak bramki i zaczęło z nich uchodzić powietrze.

Gdyby Rafał Murawski nie stracił piłki w środku boiska, ułatwiając Czechom przeprowadzenie bramkowej akcji, gralibyście do końca.

Grała cała drużyna, a nie jeden Murawski. Złego słowa na niego nie powiem. Kiedyś w ostatniej akcji meczu strzelił bramkę dla Lecha, dając nam awans z Austrią Wiedeń. Wtedy zadzwonił do mnie z gratulacjami prezydent Lech Kaczyński. Ja tej drużyny nie bronię, w końcu przecież nie osiągnęła celu, ale mam pretensje do siebie. Być może powinienem ostudzić wtedy w szatni we Wrocławiu ten nadmierny zapał piłkarzy. Uznałem jednak, że skoro tak bardzo się angażują i przeżywają, to może lepiej im nie przeszkadzać. Ale takie refleksje przychodzą dopiero po porażce.

Czym się różni reprezentacja z Euro 2012 od obecnej?

Już mówiłem. Ja miałem czterech zawodników klasy europejskiej, a pozostałych bez większych doświadczeń międzynarodowych. W drużynie Adama Nawałki jest ich znacznie więcej. Już nie jest tak, że na zgrupowanie reprezentacji przyjeżdża zawodnik z zagranicznego klubu, co jest powodem do zazdrości kolegów. Teraz liczy się nie to, że on tam jest, ale że osiąga sukcesy w najsilniejszych ligach europejskich, zdobywa tytuły, puchary i – jak Lewandowski czy Krychowiak – nagrody indywidualne. Silne kluby biją się o Milika, Kamila Glika czy Piotra Zielińskiego. Wszyscy mają doświadczenie wyniesione nie tylko z tych lig, ale i z meczów eliminacyjnych do mistrzostw świata i Europy. Spotkania towarzyskie są dla nich dodatkiem, a dla mnie stanowiły podstawę.

Nic, tylko czekać na zwycięstwa. Odniosłem wrażenie, że wielu Polaków widzi Polskę w finale Euro 2016, i boję się, że się rozczarują.

Najważniejszy będzie pierwszy mecz. Irlandia Północna wygrała swoją grupę i na pewno będzie trudnym przeciwnikiem. Ale komfortem jest to, że awans do drugiej rundy może zdobyć nawet trzecia drużyna w grupie. Może więc unikniemy gry pod presją.

Dobrze pan wygląda...

I tak samo się czuję. Przy 184 cm wzrostu ważę 80 kg i nie muszę wypuszczać koszulki ze spodni, żeby maskować mankamenty figury. Dużo się ruszam, nie muszę się użerać z niekompetentnymi działaczami, Wisła wywiązuje się ze zobowiązań finansowych wobec mnie. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy miałem więcej czasu dla rodziny. Mogłem regularnie odwiedzać mamę w Wodzisławiu. Odeszła w kwietniu, mając 92 lata. Kiedy człowiek w moim wieku nie musi co tydzień walczyć jak o życie, patrzy na świat z zupełnie innej perspektywy. Ja już nic nie muszę.

Ale gdyby ktoś złożył panu propozycję pracy...

Na brak propozycji nie narzekam, mimo że nie mam swojego menedżera. Ale kto wie. Jak mi się znudzi ten spokój, to może zmienię zdanie.

—rozmawiał Stefan Szczepłek

Ostatnie chwile wolnego przed francuskim turniejem

Do Arłamowa na zgrupowanie przed Euro 2016 spóźnieni dojadą Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek i Grzegorz Krychowiak. Wszyscy zawodnicy powołani przez Adama Nawałkę zakończyli już sezon. Jako ostatni Grzegorz Krychowiak, który w niedzielę wieczorem grał jeszcze w finale Pucharu Hiszpanii. Dzień przed nim w ostatnim meczu w barwach klubowych wzięli udział Lewandowski oraz Piszczek – obaj wystąpili w finale Pucharu Niemiec. Nawałka całej trójce dał pozwolenie, by na zgrupowanie reprezentacji do Arłamowa przyjechała później. W weekend piłkarze mieli wolne – wielu dni dla siebie i rodzin już do mistrzostw Europy we Francji nie dostaną. Przez cały tydzień ćwiczyć będą w Arłamowie. Zgrupowanie w Bieszczadach zakończy się mocnym akcentem – 30 maja o godzinie 21.00 Nawałka poda nazwiska 23 piłkarzy, którzy pojadą do Francji na Euro. Dzień później reprezentacja wróci na Wybrzeże – tym razem do Gdańska. Mecz z Holandią odbędzie się 1 czerwca i dopiero po nim zawodnicy znowu dostaną dwa dni dla siebie. 4 czerwca zbiorą się w Krakowie, gdzie dwa dni później będzie ostatni mecz towarzyski przed Euro (z Litwą) i wyjazd na turniej. Na razie pecha miał jedynie Paweł Wszołek, który złamał rękę w Juracie. Na urazy – ale drobne – narzekali Jakub Wawrzyniak (rozcięta noga) oraz Karol Linetty (problemy z kolanem). —żzny

Rz: Patrzy pan dziś na reprezentację Polski i co pan czuje?

Franciszek Smuda: Przyjemność. Ładnie grają. W kadrze Adama Nawałki jest dziewięciu zawodników, którzy byli też w kadrze na Euro przed czterema laty: Wojtek Szczęsny, Przemysław Tytoń, Kuba Wawrzyniak, Łukasz Piszczek, Maciej Rybus, Kuba Błaszczykowski, Kamil Grosicki, Artur Sobiech i Robert Lewandowski. Tyle że wtedy nie mieli jeszcze takich pozycji w klubach, jakie mają dziś. Na tym polega podstawowa różnica.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Sport
Półfinały Euro 2024: Dwa kroki do chwały
Sport
Piękna i zdradliwa. Trawa zaszkodzi Hubertowi Hurkaczowi i polskiemu tenisowi?
Sport
Ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu. Francuzi chcą zachwycić świat
Sport
Mark Cavendish. Szybki i wściekły mnich
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Sport
Hubert Hurkacz. Siódmy na świecie, czwarty w prognozach
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą