Trudno zaprzeczyć, że Ryoyu Kobayashi ma talent, choć tej zimy przypomniał o nim dość późno. Podobnie jak w poprzednich konkursach PŚ w Sapporo Japończyk znakomicie wykorzystał podmuchy wiatru, jaki rządził wszystkimi skokami na Okurayamie, i, choć to w sporcie czynnik dodatkowy, miał jednak nieco więcej szczęścia do pogody, gdy siadał na belce.
Niełatwo oceniać, z racji kaprysów wiatru, wydarzenia niedzieli na skoczni w Sapporo. Na pewno w ostatnim konkursie weekendu wiało najmocniej i najbardziej nieprzewidywalnie. Jury miało z tym problem, skoczkowie mieli problem, także oglądającym takie zawody trudno było godzić się tym, że - naprzemiennie - oglądali próby wspaniałe, powyżej 140 m, by za chwilę oglądać skoczków spadających zaraz za bulą.