Mauro Masacci pytany przed wyjazdem z hotelu co sądzi o drużynie Korei tylko się skrzywił i odpowiedział: - Dziwnie grają. Bardzo nietypowo. To nie będzie łatwe spotkanie.
Pierwszy set nie zapowiadał jednak najmniejszych kłopotów. Po asie Marii Liktoras Polki prowadziły 12:6, a Koreanki sprawiały wrażenie pogubionych. W niczym nie przypominały drużyny, która z Kubą walczyła do końca, przegrywając dopiero w tie breaku. Nasze siatkarki mocno serwowały, dobrze blokowały i atakowały tak, że Koreanki nie wiedziały co się dzieje. Ostatni punkt w tym secie zdobyła Małgorzata Glinka - Mogentale.
W drugim secie zobaczyliśmy, co to znaczy zabawa na huśtawce w wykonaniu Polek. Robiły błąd za błędem i kiedy przegrywały 13:18 było już jasne, że tego spotkania gładko nie wygrają. Tym bardziej, że początek następnej partii też niczego dobrego nie zapowiadał. Kolejne błędy (Polki zrobiły ich 26) dały Koreankom prowadzenie 4:0. Masacci aż podskoczył ze zdenerwowania przy linii, bo wiedział czym to grozi. Na szczęście kilka minut później Koreanki przegrywały już 13:18. Katarzyna Skowrońska -Dolata (26 punktów w meczu) raz za razem przebijała się przez ich blok, a kiedy była taka potrzeba, sprytnie go omijała. Lee Jung Chul, trener Koreanek powie później, że jego zespół zagrał nieco gorzej w obronie. Tłumaczył to brakiem koncentracji. Ostatnie punkty w tej partii, kiedy było naprawdę gorąco (tylko 23:22 dla Polek) zdobyła Skowrońska, najlepsza zawodniczka tego spotkania.
Czwarty set był już krótszy, a przewaga naszej drużyny bardziej wyrazista. Koreanki walczyły o zwycięstwo do stanu 20:18, ale później zdobyły już tylko jeden punkt.
Dziś Polki zagrają na zakończenie turnieju z Tajlandią, która pokonała Peru. Jeśli wygrają, w co nikt nie wątpi, powinny zająć szóste miejsce (chyba, że Japonia pokona Brazylię) i zdobyć sporo punktów w rankingu FIVB. W styczniu czeka Polki turniej kontynentalny w Halle (awansuje tylko zwycięzca). Jeśli go nie wygrają, to ostatniej szansy na wyjazd do Pekinu poszukają w maju, w Japonii.