Rz: Wraca pan jeszcze myślami do tego, co wydarzyło się w Moskwie podczas mistrzostw Europy?
Sebastian Świderski: Gdybym powiedział, że wymazałem to wydarzenie skutecznie z pamięci i w żadnej sytuacji do niego nie wracam, skłamałbym. To wciąż w nas tkwi i szybko się tych myśli nie pozbędziemy, ale najważniejsze, by teraz skoncentrować się na innym celu. Znamy swoją wartość, wiemy, na co nas stać, jedziemy więc na Węgry bez obaw. Chcemy zagrać na igrzyskach, to jest najważniejsze. Ale żeby się tam znaleźć, musimy wywalczyć olimpijską kwalifikację, którą dają tylko zwycięstwa. Najpierw w Szombathely, później w Izmirze.
Nie ma jednej przyczyny. Sądzę jednak, że w pewnym momencie zapomnieliśmy, po co tam pojechaliśmy. Zbyt szybko oddawaliśmy rywalom inicjatywę, a gdy już przegrywaliśmy, stanowczo za długo roztrząsaliśmy to, co się stało.
W Moskwie powtarzaliście jednym głosem, że forma jest na medal, a jak było – wiemy. Jak jest teraz?