Pierwszy set finału był chyba najlepszym polskim setem całych rozgrywek, na pewno najbardziej intensywnym. Vital Heynen już bez ciśnienia olimpijskich przymiarek wysłał na parkiet znaną szóstkę: Wilfredo Leona i Michała Kubiaka do przyjęcia zagrywki (z libero Pawłem Zatorskim), atakującego Bartosza Kurka, środkowych Mateusza Bieńka i Piotra Nowakowskiego, rozgrywał Fabian Drzyzga.
Carlos Schwanke, asystent zastępujący głównego brazylijskiego trenera Renana Dal Zotto (od tygodni odzyskującego zdrowie po komplikacjach związanych z zakażeniem Covid-19), też miał oczywisty skład na start: Lucarelli i Leal na skrzydłach, środkowi Lucas i Souza, główna strzelba Wallace, rozgrywający Bruno Rezende i libero Thales.
Oznaczało to od pierwszej piłki siatkówkę bez kompromisów: potędze zagrywek towarzyszyła podobna dynamika ataków, nikt nie wstrzymywał ręki, obaj libero cierpieli nieraz, siłowanie trwało bez przerwy, więc meczowe napięcie od razu skoczyło do stanów alarmowych. Polacy dawali radę, prowadzili 8:6, 16:14, ich dobry blok zmuszał rywali do ryzykownych wyborów, prowokujących błędy w ataku.
Set został wygrany, nawet jeśli Wilfredo Leon na lewym skrzydle nie miał dobrego dnia i tylko trochę nadrabiał straty skuteczną zagrywką. Kurek i Kubiak byli jednak nie do zatrzymania. Potem było już nieco gorzej, Wallace, Leal i pozostali zachowali znakomitą formę do końca meczu, Polacy popełniali coraz więcej błędów, zwłaszcza przyjmując zagrywkę, zmiennicy nie poprawili sytuacji.
Drugi set był jeszcze do wygrania, Brazylijczycy uciekali, Kurek i spółka gonili, raz doprowadzili do remisu 18:18, ale rywale, jeśli nawet wpadali w kłopoty po polskich zrywach, to zdecydowanie lepiej z nich wychodzili. Od trzeciego seta zabrakło też nieco pary pod polskim kotłem.