Czytaj więcej
W Katowicach, Gliwicach i słoweńskiej Lublanie rozegrane zostaną 20. Mistrzostwa Świata w siatkówce mężczyzn. Pierwotnie mistrzostwa miały być rozg...
Co było kluczem do zwycięstwa z USA?
- Przede wszystkim udało nam się zatrzymać jednego z najlepszych atakujących na świecie, Matthea Andersona. To na pewno duży plus tego meczu. Bardzo fajnie, że w kluczowych momentach poszczególnych setów funkcjonowała też zagrywka. Do tego dołożyliśmy blok, udawało się dobrze bronić i wyprowadzać skuteczne kontry. Cieszy, że potrafimy grać, gdy jesteśmy odrzuceni od siatki, przy słabszym przyjęciu. Graliśmy cierpliwie w ataku, powtarzając akcje i nie popełnialiśmy głupich błędów. W trudnych sytuacjach staramy się grać bardziej technicznie, np. „opierając” piłkę o blok rywali.
Czytaj więcej
Biało-czerwoni rozpoczęli przygotowania do drugiej fazy mistrzostw świata, która odbędzie się w Gliwicach.
W starciu z Amerykanami, wchodząc z ławki rezerwowych, bardzo dobrze zaprezentował się Tomasz Fornal. To wasz joker?
- To określenie jest trafne. Rzeczywiście, Tomek zwykle wchodzi w trudnym momencie i nie pęka. Wspieramy go, gdy po wejściu nie wyjdzie mu akcja, bo to nie jest proste nagle pojawić się na parkiecie i od razu skutecznie skończyć akcję. Tomek robi to jednak bardzo dobrze.
Wygrywając z Amerykanami, prawdopodobnie „skazaliście” się na kolejną walkę z nimi już w ćwierćfinale. Przed rozpoczęciem meczu kalkulowaliście, czy nie lepiej przegrać?
- Już po starciu z Bułgarią zaczęła się analiza, jak może wyglądać drabinka w play-off. Była bardzo mała szansa, by uniknąć w ćwierćfinale starcia z Amerykanami, o ile oczywiście wygramy w 1/8 finału. Mimo wszelkich spekulacji, warto czy nie warto wygrać z USA, chcieliśmy wygrać i to pokazaliśmy na parkiecie. To zwycięstwo da nam dodatkową pewność siebie i poczucie, że skoro wygraliśmy z nimi w grupie, to dlaczego nie mamy tego powtórzyć w ćwierćfinale.
Kolejny mecz rozegracie dopiero w niedzielę. Jak spędzicie te kilka dni wolnego?
- Mamy czas na regenerację, zaleczenie mikrourazów, bo po trzech meczach każdego z nas coś delikatnie boli.