Może nie jest to sensacja, ale o niespodziance można śmiało mówić. Przed rozpoczęciem finałowej rywalizacji większość ekspertów wskazywała jako faworytów drużynę z Kędzierzyna-Koźla. I trudno się było dziwić, skoro przez zasadniczą fazę sezonu przeszła niemal bez porażki, zdobyła Puchar Polski (pokonując w finale Jastrzębskiego) oraz awansowała do finału Ligi Mistrzów.
Przez cały sezon błyszczeli Kamil Semeniuk, Łukasz Kaczmarek, Aleksander Śliwka czy Benjamin Toniutti. Wcześniej trzy razy ograli rywali z Jastrzębia Zdroju. Czemu inaczej miałoby być w finale PlusLigi? Być może jednak faworytom, walczącym w tym sezonie na kilku frontach zabrakło sił. Mylił się Semeniuk, a Kaczmarek dobre akcje przeplatał błędami. Na ławce rezerwowych nie było zmienników, którzy mogliby odmienić losy rywalizacji.