Mistrzowie świata wrócili do kraju. Z przygodami, bo mieli pojawić się na Okęciu we wczesnych godzinach popołudniowych, ale jeszcze w Mediolanie ich samolot został uszkodzony przez wózek obsługi naziemnej. Szybko udało się wyczarterować samolot zastępczy i o 17:45 przy wiwatach tłumów kibiców i dźwiękach orkiestry muzyków ubranych w galowe mundury, siatkarze zaczęli pojawiać się w drzwiach hali przylotów.
Trener Vital Heynen pojawił się w sali konferencyjnej jeszcze gdy dziennikarze i działacze czekali aż siatkarze wyrwą się od zgromadzonych na Okęciu kibiców i będą dostępni dla mediów. Belg natychmiast rozpoczął show. – Od wczoraj, od północy, umówiłem się z chłopakami, że nie jestem ich trenerem. Więc nie zdziwcie się, że niektórzy z nich wciąż są jeszcze pod wpływem – mówił puszczając oko do reporterów.
Czytaj także:
Papke: Najważniejsza była jedność i wiara w sukces
Polska mistrzem świata. Vital Heynen i cud w Turynie
Vital Heynen: Gaduła z wielką wyobraźnią
Siatkarski mistrz z 1974 roku: Polski zespół dojrzewał do złota
Bosek: Kurek grał stratosferyczną siatkówkę
Później, już w części oficjalnej konferencji, Belg wziął mikrofon, wyszedł zza stołu i przechadzając się po sali przy oklaskach zgromadzonych opowiadał: – W piątek wieczorem, gdy rozbiliśmy Włochów w pierwszym secie, już wiedziałem. Wiedziałem, że dokonamy czegoś wielkiego. Napisałem do moich córek, jutro rano musicie zabukować pierwsze loty do Turynu, bo napiszemy tutaj historię. Odpisały następnego dnia, że nie ma lotów na sobotę, powiedziałem, że nie ma problemu, bo zagramy w finale – mówił Heynen.
Na koniec swojego przemówienia Belg zwrócił się bezpośrednio do szefa związku siatkarskiego Jacka Kasprzaka – Na początku lutego obiecałem prezesowi, ze przywiozę złoty medal. Okazało się, że udało się zadanie zrealizować wcześniej niż sobie zakładaliśmy. Słowa dotrzymałem, mój medal idzie do prezesa – mówiąc to Belg wyciągnął z futerału złoty krążek i powiesił go na szyi Kasprzaka.
Jako pierwszy do siatkarzy przemówił Bańka, który powiedział: - To była dla mnie wielka przyjemność, oraz wielki honor, móc wczoraj chłopaków dekorować złotymi medalami. Dziękuję wam za to – zwrócił się do siatkarzy, którzy zajęli miejsca w dwóch rzędach za sponsorami i VIP-ami, po czym kontynuował przemówienie. – Dumnie reprezentujecie nasze barwy narodowe i w każdym meczu walczycie o zwycięstwo. Jesteśmy potęgą i wierzę, że zostaniemy potęgą na lata.
Po ministrze głos zabrali przedstawiciele sponsorów, a niektórzy z siatkarzy z trudem powstrzymywali wtedy ziewanie i widać było po nich trudy podróży. Inna sprawa, że gdy przyszło do krótkich przemówień każdego z zawodnika, niemal każdy w pierwszej kolejności dziękował właśnie sponsorom (lub jak to ujął MVP turnieju Bartosz Kurek – „mecenasom polskiej siatkówki”).
Siatkarze dziękowali przede wszystkim sobie wzajemnie, wielu z nich szczególnie chwaliło Kurka, ale nie zabrakło także żartów i docinków s stronę trenera. Kapitan reprezentacji Michał Kubiak mówił - Czasem trudno jest z trenerem wytrzymać, bo mówi dużo, ale mówi mądrze. Dla nas zawodników, to najważniejsze. Zawsze marzyłem by być kapitanem drużyny, która ma to coś, a te chłopaki za mną mają to coś – mówił Kubiak.
Dziennikarze i działacze roześmiali się na głos po stwierdzeniu Pawła Zatorskiego – Cóż, czasem nóż się w kieszeni otwiera jak słucha naszego trenera, ale dzięki niemu stajemy się lepsi.
Kurek z kolei na koniec powiedział krótko, ale dosadnie. – Ode mnie taka rada, nie oceniajmy kogoś jeśli nie przeszliśmy chociaż metra w jego butach.