Ten mecz był dla Polaków sprawą honorową. To przecież Belgowie sprawili, że zespół Raula Lozano nie odegrał żadnej roli podczas mistrzostw Europy w Moskwie, to ich sensacyjne zwycięstwo odebrało naszym siatkarzom wiarę i podcięło skrzydła tak skutecznie, że przegrali jeszcze z Finlandią, Bułgarią i Włochami.
Polacy już w Szombathely powtarzali, że rewanż będzie udany. – Musimy tylko wyzwolić z siebie więcej agresji, cieszyć się grą i będzie dobrze – mówił Michał Winiarski.
Spotkanie z Belgią polscy siatkarze rozpoczęli w najsilniejszym składzie. Z Pawłem Zagumnym, Sebastianem Świderskim, Winiarskim, Danielem Plińskim, Wojciechem Grzybem, Mariuszem Wlazłym i Krzysztofem Ignaczakiem w roli libero.
Kapitan Piotr Gruszka stał z boku, na miejscu dla rezerwowych, i czekał na sygnał Raula Lozano. Nie było takiej potrzeby. Polacy od początku do końca tego spotkania dyktowali warunki. Zagrożeń nie było, choć kilka razy rywale obejmowali prowadzenie.
– Mają kilku dobrych zawodników, inteligentnie rozgrywa Frank Depestele, ale nie miałem wątpliwości, że jesteśmy lepsi. Takie porażki jak ta w Moskwie zdarzają się raz na dziesięć lat – mówił uśmiechnięty Pliński. – W pierwszym secie Depestele zmienił rozegranie i mieliśmy trochę kłopotów, ale nawet przez moment nie czuliśmy się poważnie zagrożeni.Zdaniem naszego środkowego Belgowie za bardzo ryzykują na zagrywce. Jak mają swój dzień, potrafią nastraszyć każdego, ale najczęściej robią dużo błędów i ułatwiają zadanie rywalowi. Tak też było w Szombathely.