Przeważa opinia, że finałowy serial też składać się będzie z pięciu odcinków, bo siły obu stron wydają się wyrównane. Wprawdzie więcej czysto sportowych atutów przypisuje się Skrze, ale – jak się przypuszcza – Częstochowę pchać będą do sukcesu nie tylko wysokie umiejętności zawodników. Także ich charakter – charakter wojowników, głodnych mistrzowskiego tytułu, do zdobycia którego czują się podobno w stu procentach gotowi.

Siatkarzom z Częstochowy na pewno nie zabraknie przekonania, że Skrę – urzędującego mistrza kraju, trzecią klubową drużynę Europy w rozgrywkach ostatniej Ligi Mistrzów – można pokonać. W czołówce polskiej ligi nikt wobec nikogo nie ma żadnych kompleksów i nikt nie poddaje się przed walką. AZS potrafił w pięknym stylu sięgnąć niedawno po Puchar Polski i zapewnić sobie udział w kolejnym wydaniu Ligi Mistrzów. Kibice z Częstochowy czekają na ciąg dalszy – na tytuł od Roberta Szczerbaniuka, Krzysztofa Gierczyńskiego, Brooka Billingsa, Marcina Wiki i pozostałych graczy tworzących „dobrą chemię” w zespole.

Skra Bełchatów ma długą i mocną ławkę rezerwowych, a w ataku – Mariusza Wlazłego. Zdrowy Wlazły to połowa mistrzostwa, resztę muszą załatwić Stephan Antiga, Piotr Gruszka i reszta doświadczonej, ogranej w kraju i za granicą drużyny. Może w niej brakuje tej „dobrej chemii”, jaką imponują rywale z Częstochowy, może ma ona mniejszą niż tamci motywację, ale potrafi zatrzymać każdego ponadprzeciętną skutecznością i żelazną fizyczną odpornością. Z taką Skrą naprawdę bardzo trudno wygrać. Tym bardziej, jeśli wygrać trzeba aż trzy mecze. Dopiero tyle gwarantuje mistrzostwo Polski.