Przed przerwą zagraliśmy słabo. Popełnialiśmy dziesięć błędów technicznych, a rywale zdobywali łatwe bramki z kontry - w pierwszej połowie skutecznie wyprowadzili sześć. Duży wpływ na grę naszej drużyny miał uraz Michała Olejniczaka. 19-letni środkowy opuścił parkiet po kilku minutach i wrócił na boisko tuż przed przerwą. W tym czasie z 4:5 na tablicy wyników zrobiło się 8:15.
Ofensywa niemoc Biało-Czerwonych w pewnym momencie rozciągnęła się do dziewięciu minut. Właśnie ten okres pozwolił rywalom na objęcie siedmiobramkowego prowadzenia. Węgrzy nie grali wielkiego meczu: wystarczyła twarda obrona i kilka błyskotliwych akcji Mate Lekaia, bo już z obrotowym Bence Banhidim Polacy radzili sobie bardzo dobrze.