Rz: Mieliście iść od zwycięstwa do zwycięstwa, tymczasem przegraliście już pierwszy mecz...
Grzegorz Tkaczyk: W takim spotkaniu wystarczyło nie wykorzystać dwóch klarownych sytuacji. Długi czas walczyliśmy jak równy z równym i kiedy mogliśmy odskoczyć rywalom, zawiedliśmy. Chorwacja to przeciwnik o uznanej marce, mistrz olimpijski, przy którym nie można pozwolić sobie na choćby minutę słabej gry.
Porażka na początku turnieju podcięła wam skrzydła? Pogorszyła się atmosfera w drużynie?
Nie, bo wiemy, że nie przyjechaliśmy do Norwegii po to, by przegrać jeden mecz, załamać się i wracać do domu. Jesteśmy silni psychicznie. Przed nami jeszcze dwa spotkania w grupie, które musimy wygrać. Najgorsze jest to, że Chorwacja była dzisiaj do pokonania, wystarczyło trochę więcej koncentracji, trochę zimnej krwi i teraz wszyscy bylibyśmy w dużo lepszych nastrojach. Myślę jednak, że nie ma sensu zrzucać winy za porażkę na konkretnych zawodników. Piłka ręczna to sport zespołowy, na boisku była drużyna i wszyscy przegraliśmy.
Mirko Alilović bronił w nieprawdopodobnych sytuacjach.
W naszym żargonie mówimy, że zamurował bramkę. Tyle tylko, że my ułatwiliśmy mu zadanie, bo wystarczyło celniej rzucać. Gorzej szło nam z zatrzymywaniem ataków Ivano Balicia. Nie bez przyczyny uznaje się go za najlepszego zawodnika na świecie. Robił z nami, co chciał. Nie potrafiliśmy przewidzieć jego zagrań.
Widzieliście mecz Słoweńców z Czechami?
Drugą połowę na żywo, a pierwszą na pewno dokładnie przeanalizujemy w piątek rano w hotelu. To, że obie drużyny nie zaprezentowały się najlepiej, o niczym nie świadczy. W takim turnieju jak mistrzostwa Europy nie ma słabych przeciwników i chociaż uważam, że pozostałe mecze grupowe powinniśmy wygrać, to jednak nic nie przyjdzie nam bez wysiłku. Czujemy, że patrzy na nas cała Polska, że kibice interesują się naszymi wynikami i chcieliby, abyśmy awans do igrzysk olimpijskich w Pekinie wywalczyli już w Norwegii, jednak na pewno nie będzie to łatwe zadanie.