RZ: Dotarła do pana waga tego sukcesu?
Bogdan Wenta:
Czekaliśmy na kolejny występ w igrzyskach 28 lat, to dokładnie tyle, ile gram i trenuję piłkę ręczną. Awans jest podsumowaniem mojej prawie czteroletniej pracy z kadrą, ale teraz przede wszystkim jestem ogromnie zmęczony. Odetchnę i na pewno pokażę, jak cię cieszę.
Wie pan już, kto pojedzie do Pekinu?
Będę wybierał z tej samej grupy, która ćwiczy od listopada. Prawdopodobnie będzie można zgłosić 14 piłkarzy i, być może, kogoś zmienić w przypadku kontuzji.
Dlaczego z Islandią było sześć bramek przewagi, a ze Szwecją remis?
Były udane kontry, których brakowało w meczu ze Szwedami. Zespół świetnie grał w obronie, no i Sławomir Szmal był jak w transie. Z Islandczykami nie pozwoliliśmy sobie zabrać niczego z początkowej przewagi.
Nie obawiał się pan postawić na Mariusza Jurasika, piłkarza z obandażowaną ręką i wspomnieniem nieudanego meczu ze Szwedami?
Ryzyko było. Ale ja znam jego ambicję, wiem jak reaguje, nie miałem dylematu, czy postawić na niego, czy nie. Chciałem też mu pokazać: patrz, nie jesteś sam, możesz wstać, walczyć dalej. I wstał.
Prosił pan o wielki doping i kibice nie zawiedli...
Atmosfera w Hali Stulecia bardzo nam pomogła. Przed meczem było małe zniecierpliwienie, cała ceremonia przecież trochę trwa i powoduje narastanie emocji. Podczas hymnu już bardzo chce się grać dla tych ludzi. Nawet Szwedzi i Islandczycy mi mówili, że była to dla nich niezwykła sprawa – widzieć i słyszeć ten tłum.
Jak będą wyglądać przygotowania do startu w Pekinie?
Olimpijskie plany mamy gotowe od roku. Sportowe władze zmusiły nas do takiego wyprzedzenia. Mamy w programie nawet okres leczenia, ale na razie trzeba nadal grać i to dobrze. Za tydzień w Kielcach walczymy ze Szwajcarią o start w mistrzostwach świata. Z tej imprezy też nie możemy odpaść. Tak naprawdę mamy tylko cztery tygodnie na przygotowania do igrzysk. Są podczas nich zaplanowane mecze z Chorwacją i jeszcze cztery do sześciu spotkań z innymi rywalami. Chcemy także wcześniej wyjechać do Azji, mieszkać w Korei Płd. lub Japonii, a do Chin przyjechać cztery, pięć dni przed startem.
A w tym tygodniu?
Teraz chłopcy wracają na dwa dni do domów. W środę jedziemy na zgrupowanie do Kielc: wszyscy wcześniej powołani, nie tylko czternastka wybrana na turniej we Wrocławiu. Wszyscy nadal trenują, nawet rezerwowa szóstka ma codziennie zajęcia, żaden z nich nie jest gorszy od pozostałych. Ze Szwajcarią na pewno nie zagra tylko Mariusz Jurasik, nie będziemy ryzykować odnowienia kontuzji.
Jest pan dumny po tych kwalifikacjach?
Jestem dumny z tych, którzy grali we Wrocławiu. To piłkarze piszą tę wspaniałą historię.