[b]Rz: Co takiego się stało po przenosinach z Varażdin do Zadaru, że pana piłkarze zaczęli grać znakomicie?[/b]
[b]Bogdan Wenta:[/b] Próbowaliśmy się odciąć od tego, co się o nas mówi. Od tego, co się działo w kraju pełnym fachowców znających się na piłce ręcznej lepiej od tych, którzy się tym sportem zajmują. Gramy, walczymy, dajemy z siebie wszystko, nie zawsze wygrywamy, nie zawsze dobrze gramy. Ale sport to też wiara. Trzeba ufać tym, którym się kibicuje. Myślę, że powinniśmy bardziej siebie kochać i szanować. Czuję to szczególnie w Chorwacji, gdzie entuzjazm wokół turnieju jest jeszcze większy, niż był podczas mistrzostw świata w Niemczech. A nasza drużyna zasłużyła, by ją traktować z pokorą. Mieliśmy szczęście w ostatnim meczu, to Norwegowie kontrolowali grę, ale potrafiliśmy to zmienić i jesteśmy w półfinale.
[b]Gdy Norwegowie powiększali przewagę, wierzył pan, że się uda?[/b]
W pewnym momencie spojrzałem na Tomka Tłuczyńskiego. Płakał na ławce załamany. Więc powiedziałem: – Idziemy jeszcze mocniej, próbujemy. I poszliśmy. Arturowi Siódmiakowi trzeba poświęcić złotą tablicę w siedzibie związku. Żeby wszyscy wiedzieli, że to on zrobił. Jego rzut dał nam półfinał. To wielki sukces dla kraju, w którym jest wiele do zrobienia w piłce ręcznej. Pracuję teraz w Polsce, widzę to z bliska. Dziś wyniki zapewnia tylko męska reprezentacja. I nie przemawia przeze mnie arogancja: Wenta wygrał i jest mądry. Nie, zawsze powtarzam to samo. Staram się zachować dystans, ale to, co się ostatnio działo, nie zawsze było OK.
[b]Po pierwszej fazie grupowej mówił pan, że trzeba tonować nastroje, że to nie jest drużyna, która zawsze będzie zdobywać medale.[/b]