Drużyna Bogdana Wenty pokazała, jak wychodzi się z trudnych sytuacji. W finałowej fazie play-off przegrywała z Wisłą 0-1 i 1-2, jednak potrafiła pokazać klasę w decydującym momencie.
Mimo że Vive grało bez Henrika Knudsena, a Wisła osłabiona była brakiem Witalija Nata, wczorajsze spotkanie w Kielcach godne było wielkiego finału.
Początek należał do gości. Broniąca mistrzostwa Wisła po jedenastu minutach prowadziła 6:3 i wydawała się kontrolować sytuację. Łatwe prowadzenie okazało się jednak zgubne. Od tego momentu Vive, nawet grając w osłabieniu, wykorzystywało każdy błąd przeciwników i zaraz po przerwie prowadziło nawet 17:11.
Gorąco zrobiło się jeszcze raz. 15 minut przed końcem przewaga gospodarzy stopniała do trzech bramek, Wisła nie potrafiła jednak wykorzystać chwili słabości zawodników Wenty. Vive przypieczętowało zwycięstwo, jak kiedyś reprezentacja Polski w piłce nożnej podczas meczu z Kazachstanem – dopiero po naprawieniu awarii oświetlenia. Światło zgasło na dziesięć minut, a później gościom puściły nerwy – czerwone kartki zobaczyli Michał Zołoteńko i menedżer Łukasz Szczucki.
Najwięcej bramek dla zwycięzców zdobył Tomasz Rosiński – 9. Dzisiaj o 18.30 drużyna odkrytym autobusem przejedzie przez miasto.