Można się go przestraszyć. Koledzy z reprezentacji zawsze żartowali, że gdy boją się wyjść na miasto, biorą ze sobą Karola i są już spokojni. Żartowali też, że jest rudy i brzydki. A potem, kiedy zaczynał się mecz i gdy tylko coś się nie układało, krzyczeli „Kola, ratuj”. Karol Bielecki był dla tej drużyny kimś więcej niż zawodnikiem.
– Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa – SMS od Bieleckiego pokazuje jego charakter. – Moja strona nie pływa, ale to dopiero połowa roku, więc najlepsze przed nami – żartuje o zalanym przez powódź Sandomierzu, z którego pochodzi.
Piłkarze ręczni są ulepieni z innej gliny. Grają ze złamanymi palcami – jak Damian Wleklak, ze złamaną ręką – jak Bartłomiej Jaszka, czy ze złamanym nosem – jak Michał Jurecki. Bielecki opowiadał, że kiedy mobilizują się przed meczem, często padają mocne słowa, bo za chwilę trzeba wyjść na boisko i zderzyć się z facetem, który ma 100 kilo wagi i 2 metry wzrostu. – To boli i na ten ból trzeba być gotowym. Szykujemy się na walkę, bitwę. Każdy także na swój sposób, w głowie, w środku – tłumaczył. Kiedy robiło się za poważnie, dodawał: – Nie jesteśmy tacy twardzi, tylko mamy lekarza, który wmawia nam, że nic się nie stało. A na poważnie – ból towarzyszy tej dyscyplinie, nikt się nie użala, bo każdego coś boli codziennie, więc po co o tym mówić.
W latach 1999 – 2004 występował w Vive Kielce, z którym wywalczył mistrzostwo i Puchar Polski, a z młodzieżową reprezentacją kraju w 2002 r. mistrzostwo Europy. W 2004 roku za 200 tysięcy euro przeszedł do SC Magdeburg, trzy lata później do Rhein-Neckar Loewen, jednej z najlepszych drużyn Bundesligi – najsilniejszej na świecie. Podpisał kontrakt do 2015 roku. Niemcy zapowiadają, że będą pomagać Bieleckiemu wrócić do gry. On sam o tym na razie nie myśli.
[wyimek]W każdy możliwy sposób będziemy nadal wspierać Karola w tych trudnych dla niego chwilach - Thorstein Storm, menedżer Rhein-Neckar Loewen[/wyimek]