Od dwóch lat nie rozmawia z dziennikarzami, choć akurat on zawsze miałby o czym. Gra na giełdzie z równym zapałem co Radosław Matusiak, czyta nie mniej od Michała Żewłakowa, chodzi do teatru. Podobno na zgrupowaniach potrafi być duszą towarzystwa, ale po wyjściu z szatni czy hotelu pokazuje tylko uśmiech przez zaciśnięte zęby.
Na boisku jest specjalistą od prostych rozwiązań, czasami można mieć wrażenie, że bardziej lubi zderzać się z rywalami, niż kopać piłkę. Po meczach woli miejsce w cieniu i ciszę. Podczas mundialu był przewodnikiem całej grupy milczków z wyboru: byli w niej też jego dawni koledzy z Groclinu Grodzisk, Sebastian Mila i Grzegorz Rasiak.
Nigdy nie wyjaśniał, dlaczego nagle zamilkł. Podobnie nie ma zamiaru się tłumaczyć ze swojej ostatniej decyzji komukolwiek poza trenerami i kolegami z drużyny. Pilnuje, by zawsze być jedynym panem samego siebie. Jest uparty, walczy o swoje. Kiedyś toczył spór o wypłatę zaległych pieniędzy z ówczesnym prezesem Wisły Płock Krzysztofem Dmoszyńskim i nie poddał się nawet wówczas, gdy za karę przeniesiono go do drużyny rezerw.
– On zawsze wie, czego chce. Jest zdecydowany, planuje z wyprzedzeniem. Stuprocentowy facet. A do tego człowiek, z którym można konie kraść – mówią jego koledzy z Wisły. Dodają przy tym, że jest przewidywalny w najlepszym znaczeniu tego słowa. Teraz jednak wszystkich zaskoczył. – Podobno nosił się z taką decyzją od dawna, ale chciał ją ogłosić w najlepszym momencie i taki właśnie nastąpił – mówi dyrektor sportowy Wisły Jacek Bednarz. – Rozmawialiśmy we wtorek. Powiedział mi: jestem zdrowy, nie mam jakichkolwiek problemów osobistych, z nikim w reprezentacji się nie pokłóciłem.
Sobolewski schodzi ze sceny w najmniej spodziewanym momencie. Po meczu z Belgią, w którym był jednym z najlepszych na boisku, oddając miejsce w kadrze na finały mistrzostw Europy bez walki. Ma dopiero 31 lat, tej jesieni pod ręką Macieja Skorży wreszcie zaczął znowu grać tak, jak dwa lata temu, gdy angielskie kluby słały kolejne oferty do Wisły, a Southampton za defensywnego pomocnika ze słabej ligi był gotowy zapłacić blisko 2 miliony euro. Trudno uwierzyć w to, że czuje się spełniony: w tych eliminacjach z 13 meczów zagrał w ośmiu, w tym zaledwie w pięciu w podstawowym składzie. Mundial w Niemczech, największą imprezę w karierze, wspomina źle, bo w meczu z Niemcami dostał czerwoną kartkę. Na inne wspomnienia z Austrii i Szwajcarii nie chce dać sobie szansy.