Na wielkie derby Kraków czekał cztery i pół roku, od bezbramkowego remisu na stadionie Cracovii 1 maja 2022 r. W powiązaniu z faktem, że będąca tym razem gospodarzem Wisła wygrała w tym sezonie wszystkie mecze u siebie, za każdym razem wypełniając do ostatniego miejsca stadion przy Reymonta, nie mogło dziwić, że spotkanie wywołało olbrzymie zainteresowanie.
„Zapotrzebowanie na bilety (…) jest tak ogromne, że pewnie nawet przy stadionie na 50–60 tys. miejsc nie bylibyśmy w stanie pomieścić wszystkich. Według naszych danych, bilety wśród koników sięgają już kilku tysięcy złotych na niemal każdy sektor” – pisał dzień przed meczem w serwisie X Jarosław Królewski, właściciel Wisły.
Wisła – Cracovia 2:1. Nawet rektor odwołał zajęcia
Gorączkę podgrzewały lokalne media. Okładki Dziennika Polskiego i Gazety Krakowskiej zamieniły się w piątek w stylizowane afisze meczowe. Rektor AGH odwołał zajęcia po godzinie 17.00, by studenci mogli bezpiecznie opuścić teren kampusu położonego w rejonie stadionu. O tej porze listopadowy wieczór, lekko mglisty w okolicach Błoń, rozświetlały już głównie migające, błękitne światła dziesiątków radiowozów strzegących, by około dwa tysiące kibiców Cracovii spokojnie przeszły spod swojego stadionu na obiekt rywali.
– Jestem tu po raz pierwszy w tej rundzie, czuć wyjątkową atmosferę, mogę tylko zazdrościć Krakowowi, bo brakuje mi derbów w Warszawie – mówił przed meczem Marcin Żewłakow, były reprezentant Polski, obecnie ekspert telewizyjny. Pytany o przewidywania, wskazał na Wisłę. – Ale delikatnie – zastrzegł. – Piłkarsko Wisła prezentuje się lepiej, gra tak, jak zawsze grał ten klub, czyli ofensywnie, w piłkę, a kibice to lubią. Myślę, że Cracovia, chcąc coś ugrać, będzie musiała postawić na podostrzenie, bo przyjmując warunki Wisły, nie wróżę jej powodzenia.
Na trybunach obie strony na długo przed pierwszym gwizdkiem Szymona Marciniaka nie szczędziły sobie „uprzejmości”, a na murawie od samego początku nikt nie odstawiał nogi. Po dziesięciu minutach Wisła objęła prowadzenie po płaskim uderzeniu sprzed pola karnego Marca Carbo, ale po kolejnych dziesięciu ten sam Carbo sprokurował karnego dla Pasów. Wprawdzie faulowany Otar Kakabadze najpierw obejrzał żółtą kartkę za symulowanie, ale po interwencji VAR Ajdin Hasić ustawił piłkę na jedenastym metrze. Marcel Łubik zdołał odbić jego strzał, ale wobec dobitki był już bezradny i zabawa zaczęła się od nowa.
Derby Krakowa. Czerwona kartka Klicha i awantura na boisku
Teraz od ognia było więcej dymu, a z powodu pirotechniki więcej przerw niż grania. Sędzia do pierwszej połowy doliczył aż dwanaście minut i dopiero w nich, po raz pierwszy w meczu, inicjatywę uzyskała Wisła, co przełożyło się na gola na 2:1. Strzelił go Marko Bozić, do którego piłkę chyba tylko siłą woli przepchnął Angel Rodado.
Druga połowa to optycznie spora przewaga Cracovii. Wisła miała problem z jej wysokim pressingiem, długimi fragmentami nie mogła wyjść z obrony niskiej, ale na dogodne okazje gości się to nie przekładało. Gospodarze dopiero w ostatnich dziesięciu minutach podeszli wyżej i Rodado bliski był zdobycia trzeciej bramki. W doliczonym czasie sfrustrowany Mateusz Klich w sposób dalece nieprzystający byłemu reprezentantowi kopnął Jeremy Guillemenota, został ukarany czerwoną kartką, a na boisku zrobiła się awantura. Po niej mecz wreszcie się otworzył, szansę mieli jedni i drudzy, ale wynik już się nie zmienił.
Wisła tym samym wciąż jest w tym sezonie bez straty punktów na swoim stadionie, a o zwolnieniu trenera Cracovii Bartosza Grzelaka ćwierkają już wszystkie krakowskie wróble.