Bayern i Borussia wciąż są niepokonane w Niemczech, ale po sobotnim szlagierze zadowoleni mogą być tylko w Dortmundzie.
To miał być wielki wieczór Harry’ego Kane’a, nagrodzonego kilka dni temu Złotą Piłką. Anglik był przed meczem oklaskiwany przez miejscową publiczność. Wyszedł na murawę, trzymając trofeum w rękach, i zapewniał kibiców, że przeżyją wspólnie jeszcze wiele pięknych chwil.
Bayern bez trenera. Vincent Kompany ma zakaz rozmów o futbolu
W sobotę jednak nic nie układało się po myśli napastnika Bayernu. Piłka po jego strzałach nie chciała wpaść do bramki, w drugiej połowie nie wykorzystał nawet rzutu karnego – uderzył mocno, ale trafił w poprzeczkę.
To mógł być kluczowy moment meczu. Gdyby Anglik nie spudłował, Bawarczycy prowadziliby 2:0 i pewnie nie wypuściliby już z rąk zwycięstwa. Parę minut później Borussia wyrównała jednak dzięki bramce Serhou Guirassy’ego po kontrataku. I choć gospodarze objęli ponownie prowadzenie po golu Dayota Upamecano, to ostatnie słowo należało do przeciwników – rzutem na taśmę wyrównał Fabio Silva.
Los nie oszczędza Bayernu. Już po pół godzinie gry boisko z kontuzjami opuścić musieli Ismael Saibari i Serge Gnabry. Jakby mało było kłopotów, w samej końcówce o zmianę poprosił jeszcze Michael Olise. W przypadku Francuza to nic poważnego, ale jego kolegów czeka dłuższa przerwa. Saibari musiał nawet przejść operację.
To niepokojące, bo już we wtorek ważny mecz z Atletico w Lidze Mistrzów. – Nie będziemy chować głowy w piasek. Pojedziemy do Madrytu i spróbujemy tam wygrać – zapowiada dyrektor bawarskiego klubu Max Eberl.
– Niezależnie od dzisiejszego wyniku musimy przyznać, że przechodzimy przez trudne tygodnie – dodaje Joshua Kimmich, który wrócił do składu po rodzinnej tragedii (śmierć ojca). – On zawsze mnie wspierał. Wierzył we mnie, kiedy ja sam w siebie nie wierzyłem. Dlatego gdy jestem na boisku, to właśnie o nim myślę najbardziej. Zawsze powtarzał: „Ostatecznie to tylko piłka nożna. Trzeba o tym pamiętać. Najważniejsze jest zdrowie”.
Czytaj więcej
Bayern przegrywał w Monachium z Arsenalem, niezawodny Harry Kane pobudził drużynę do walki, ale gol i asysta to było za mało, by pokonać rywali z L...
Sytuacja w Monachium jest rzeczywiście nie do pozazdroszczenia. Kontuzje leczą też m.in. Manuel Neuer, Luis Diaz i Jamal Musiala, a trener Vincent Kompany został wysłany na przymusowy urlop po tym, jak zasłabł na treningu i trafił do szpitala. Choć zmagał się z infekcją wirusową, dalej pracował, co odbiło się na jego zdrowiu. Stwierdzono u niego zapalenie opon mózgowych.
Klub zakazał mu teraz nawet rozmów o futbolu ze swoimi asystentami. Ma odpoczywać i spędzać czas z rodziną. – Podchodzimy do tego bardzo poważnie. Chcemy, żeby po powrocie do nas był w pełni sprawny i mógł nam pomóc w najlepszy możliwy sposób – podkreśla Aaron Danks, zastępujący go na trenerskiej ławce. Mecz jednak Kompany oglądał – przed telewizorem.
Borussia wykorzystała problemy rywali, a konkurencja dostała sygnał, że warto być odważnym. Piłkarze z Dortmundu się nie przestraszyli i zostali nagrodzeni za walkę do końca.
– Bayern ma prawdopodobnie najlepszą drużynę od 10 czy 15 lat. A my wciąż jesteśmy niedoceniani w Niemczech. Każdego dnia na treningach widzę jednak, jak ten zespół robi postępy. Myślę, że niektórzy zawodnicy nawet nie zdają sobie sprawy, jak są dobrzy. Jeśli w nadchodzących tygodniach będziemy grać tak jak w sobotę, to wyścig o tytuł może być otwarty. Oczywiście faworytem jest Bayern, ale to my jesteśmy łowcami – mówi obrońca Borussii Nico Schlotterbeck.
Serie A. Łukasz Skorupski bohaterem. Czy wróci do kadry?
Derbów Mediolanu znów nie będzie wspominał dobrze Inter. Przegrał z Milanem 1:3, to już trzecia z rzędu ligowa porażka mistrzów Włoch w tym prestiżowym starciu (łącznie nie wygrali już ośmiu ostatnich spotkań o prymat w mieście).
Ten mecz miał dwa oblicza: znakomity początek (Milan już po dziesięciu minutach prowadził 2:0) i drugą połowę pozbawioną większych emocji. Piotr Zieliński wszedł na boisko dopiero w 72. minucie, zmieniając Hakana Calhanoglu. Może gdyby pojawił się wcześniej, jego wpływ na grę byłby większy. Polski pomocnik próbował stwarzać zagrożenie, ale nie porwał kolegów do walki.
Powody do radości miał za to Łukasz Skorupski. Obronił rzut karny, przyłożył tym samym rękę do zwycięstwa Bologni nad Monzą (2:1) i jeszcze otrzymał nagrodę dla najlepszego zawodnika meczu.
Kto wie, czy tym występem nie zapewnił sobie powrotu do kadry. Tym bardziej, że obsada bramki to dziś spory problem. Marcin Bułka, który bronił w czterech ostatnich spotkaniach Ligi Narodów, doznał w Arabii Saudyjskiej kontuzji, a wcześniej więzadła w kolanie zerwał Kamil Grabara. Selekcjoner Jan Urban powołania na ostatnie w tym roku mecze z Rumunią (14 listopada na wyjeździe) i ze Szwecją (trzy dni później we Wrocławiu) ogłosi już w piątek.
Nie wiadomo, czy i w jakiej formie na zgrupowanie przyjedzie Oskar Pietuszewski. Ze względu na kłopoty mięśniowe opuścił już dwa ligowe spotkania Porto.
Robert Lewandowski znów strzela. Zła seria przerwana
Do soboty martwić mogła dyspozycja Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji nie strzelił gola w ośmiu kolejnych meczach Chicago Fire (najdłuższa taka seria od czasów gry w Borussii Dortmund). Spotkanie z Colorado Rapids w dodatku zaczął na ławce rezerwowych, ale kiedy wszedł już na boisko, został głównym bohaterem.
Wystarczyło mu pół godziny, by odegrać pierwszoplanową rolę. Najpierw po ładnej akcji zdobył bramkę, później zanotował jeszcze efektowną asystę.
– Trzy mecze w ciągu ośmiu dni to trudne wyzwanie, biorąc pod uwagę podróże i wysokość nad poziomem morza (stadion w Kolorado jest najwyżej położoną areną w MLS – przyp. red.). Musieliśmy więc postępować mądrze. Wiedzieliśmy, że Robert może mieć wpływ na przebieg spotkania i że nadejdzie moment, kiedy przeciwnik się zmęczy i zacznie tracić siły. I właśnie wtedy wpuściliśmy go na murawę. Wspaniale, że strzelił gola – podsumował występ Lewandowskiego trener Gregg Berhalter.
Zespół z Chicago, pewny już awansu do fazy play-off MLS, zwyciężył 4:2. Ostatni mecz rundy zasadniczej rozegra w sobotę – przeciw Columbus Crew.