Była siódma minuta doliczonego czasu gry, a na tablicy wynik 2:2. Oba zespoły nie poddawały się w walce o zwycięstwo. Jesus de Miguel, napastnik CD Tenerife, ruszył do długiego podania, ale gdy minął środek boiska, na ziemię powalił go spieszący z interwencją i próbujący zatrzymać kontratak rywali Jesus Owono.

Bramkarz gości wybiegł poza pole karne i z impetem wpadł w De Miguela. Trafił go kolanem w klatkę piersiową tak mocno, że ten stracił przytomność. Piłkarze łapali się za głowy, widząc, co się stało, patrząc na leżącego bez ruchu De Miguela. Owono dostał czerwoną kartkę, a mecz został przerwany.

Śmierć Jesusa de Miguela. Trzydniowa żałoba na Teneryfie

Na boisku rozpoczęła się walka o życie. U De Miguela doszło do zatrzymania krążeniowo-oddechowego. Lekarze udzielali mu pomocy przez ponad pięć minut, zanim przewieziono go karetką do szpitala. Klub zapewniał jednak, że „mimo powagi sytuacji, jego stan jest stabilny”.

Czytaj więcej

Świat futbolu w żałobie. Piłkarz zmarł po utracie przytomności w czasie meczu

Niepokojące wiadomości zaczęły napływać we wtorek rano. Najpierw, że stan piłkarza się pogorszył, później – że niestety nie udało się go uratować.

„Żadne słowa nie ukoją bólu. Nic nie jest w stanie złagodzić tego przepełnionego smutkiem uczucia. Nasze myśli są z rodziną, bliskimi i całą społecznością kibiców, pogrążonymi w żałobie po tej strasznej informacji” – napisał klub.

Kondolencje rodzinie złożyli m.in. prezes LaLigi Javier Tebas oraz Gerard Pique, były lider Barcelony i reprezentacji Hiszpanii, obecnie właściciel klubu z Andory. Na Teneryfie ogłoszono trzydniową żałobę.

Hiszpańska prasa wspomina Jesusa de Miguela

Urodzony w Madrycie De Miguel był jednym z liderów drużyny, postacią, która odegrała kluczową rolę w awansie na zaplecze LaLigi.

„Jego kariera naznaczona była awansami, zmianami klubów i ciągłym poszukiwaniem możliwości rywalizacji w wyższych ligach. Przeprowadzka na Teneryfę była ukoronowaniem jego wytrwałości i poświęcenia” – wspomina De Miguela „Marca”, a inny madrycki dziennik „AS” dodaje, że była to „kariera pełna wytrwałości i niesprawiedliwego zakończenia”.