To miał być mecz imienia Erlinga Haalanda. W ostatnich tygodniach internet oszalał na punkcie blisko dwumetrowego napastnika Manchesteru City i norweskich kibiców, którzy przed starciem z Anglią wiosłowali też na zalanych słońcem ulicach Miami.

Haaland robi furorę w sieci, ale przede wszystkim na boisku. To jego dwie bramki wbite Brazylii wysłały Neymara i spółkę do domu, a Norwegii dały historyczny awans do ćwierćfinału mundialu. Ale Wikingowie nie chcieli się zatrzymywać, marzyli o tym, by wpłynąć do strefy medalowej. Oczywiście z pomocą swojego największego gwiazdora.

Mundial 2026. Norwegowie zaskoczyli Anglików

– Nasza reprezentacja nie grała w mistrzostwach świata przez 28 lat? Nie możecie mnie za to winić. Mam dopiero 25 – żartował przed ćwierćfinałem. – Gram w Anglii, urodziłem się w tym kraju (w Leeds, gdzie występował jego ojciec Alf-Inge – przyp. red.), więc ten mecz będzie dla mnie wyjątkowy – przypominał Haaland junior.

Erling jest od czterech lat postrachem obrońców w Premier League. I bramkarzy. Jordan Pickford w sześciu meczach wyciągał piłkę z siatki po jego strzałach aż siedem razy. Norweg wszedł z drzwiami i futryną również na swój pierwszy mundial. W czterech poprzednich spotkaniach wystarczyło mu 15 strzałów, by uzbierać siedem goli.

Znał doskonale swoich ćwierćfinałowych rywali, wiedział, jak grają, ale to działało w dwie strony. Trzech z czterech obrońców, których wystawił Thomas Tuchel w wyjściowej jedenastce – Marc Guehi, John Stones i Nico O'Reilly – to przecież klubowi koledzy Haalanda.

– Erling to maszyna, jest niesamowity. Ale nie da się nas porównać. Jesteśmy zupełnie innymi zawodnikami, gramy inaczej – przekonywał Harry Kane.

Cały świat żył ich pojedynkiem. Nie mogło być inaczej, skoro obaj kontynuowali pościg za Leo Messim i Kylianem Mbappe po tytuł króla strzelców. Główne role przypadły jednak w sobotę innym.

Najpierw Andreasowi Schjelderupowi. 22-letni skrzydłowy Benfiki Lizbona efektownym uderzeniem zaskoczył Pickforda. To jego pierwszy gol na mundialu (i dopiero drugi w kadrze), wcześniej miał trzy asysty, w tym przy trafieniach Haalanda we wspomnianym meczu z Brazylią. Potem na scenę wyszedł Jude Bellingham, który tuż przed przerwą podał tlen Anglikom, zdobywając piątą bramkę w tym turnieju.

Jude Bellingham wysłał Anglików do półfinału mundialu

Selekcjoner Ståle Solbakken cisnął ze złości butelką o ziemię, bo niewiele brakowało, by jego zespół schodził do szatni, prowadząc z Anglią, co nałożyłoby na rywali jeszcze większą presję. Norwegowie byli także wściekli, że sędzia nie przerwał w tej akcji gry. Pokazywali, że piłka wybita przez ich bramkarza trafiła w kabel podtrzymujący kamerę, nim wróciła na murawę. To kolejna kontrowersja mistrzostw, o której będzie się długo dyskutowało.

Wicemistrzowie Europy dopiero drugi raz podczas tego mundialu musieli gonić wynik. W 1/16 finału pod ścianą postawiła ich Demokratyczna Republika Konga. Norwegowie sprawiali duże problemy angielskiej defensywie. Przed stratą drugiego gola drużynę Tuchela uratował VAR. Haaland popychał w polu karnym Elliota Andersona, więc bramka Torbjørna Heggema po obejrzeniu powtórki została przez francuskiego sędziego Clémenta Turpina anulowana.

Szczęście nie opuszczało Anglików, bo w innej sytuacji z pomocą przyszła im poprzeczka. Mogli też w samej końcówce wykorzystać nonszalancję bramkarza Orjana Nylanda, który zwlekał z wybiciem piłki. Potrzebna była jednak dogrywka.

11 lipca to nie jest ulubiona data Anglików. W 2018 r. przegrali po dogrywce półfinał mundialu z Chorwatami, trzy lata później ulegli na Wembley w finale mistrzostw Europy Włochom po rzutach karnych. Chcieli więc za wszelką cenę uniknąć serii jedenastek, które częściej doprowadzały ich do frustracji niż do euforii.

Sprawy w swoje ręce już na początku dogrywki wziął Bellingham. Nyland, jeden z bohaterów meczu z Brazylią, nie złapał piłki po uderzeniu Morgana Rogersa, a pomocnik Realu Madryt z bliska wepchnął ją do siatki. Zrównał się tym samym w klasyfikacji strzelców z Kane'em (po sześć goli). I sprawił, że Anglia wciąż może śnić o zdobyciu mistrzostwa świata w 60. rocznicę jedynego triumfu.