Gdyby nie Donald Trump, to Belgów mogło w tym meczu w ogóle nie być. Od początku turnieju grali słabo, męczyli się w spotkaniach grupowych z Egiptem i Iranem, a później przez 80 minut dali się stłamsić piłkarzom Senegalu. W dodatku kamery pokazały, jak kłócą się Youri Tielemans i Leandro Trossard. I nagle stał się cud, bo w kilka minut Belgowie odrobili straty, a w dogrywce zapewnili sobie zwycięstwo.
Czytaj więcej
Hiszpanie nie stracili na mundialu bramki. To wielka sprawa. Wiedzą, że tędy prowadzi droga do sukcesu – mówi „Rz” przed piątkowym ćwierćfinałem Hi...
A potem we wszystko wmieszał się prezydent USA, który chciał anulowania kary za czerwoną kartkę dla najlepszego napastnika Amerykanów Folarina Baloguna. FIFA się zgodziła, a cały piłkarski świat zjednoczył się w kibicowaniu przeciwko gospodarzom. Belgowie zagrali po raz pierwszy dobrze na mundialu i rozbili drużynę USA 4:1. Jakby tego było mało, to zrobili to bez Kevina De Bruyne, który nie wszedł nawet na minutę. Trener Rudi Garcia mówił, że siłę do takiego zwycięstwa czerpali z milionów nowych kibiców, wspierających zespół po telefonie Trumpa do Gianniego Infantino.
Hiszpania straciła pierwszą bramkę. Ale ma półfinał mundialu
Hiszpanie przystąpili do tego meczu z zupełnie innym nastawieniem, pewni siebie dzięki wysokiemu zwycięstwu nad Austrią i trochę wymęczonej wygranej nad Portugalią. W żadnym z tych spotkań nie stracili gola, tak samo jak w trzech meczach grupowych i śrubowali rekord czystego konta bramkarza Unaia Simona. Niosła ich obrona, którą dowodzili świetny Aymeric Laporte i nastolatek Pau Cubarsi, ale też coraz lepszy atak z powoli rozkręcającym się Lamine Yamalem, Aleksem Baeną i Mikelem Oyarzabalem.
Nic dziwnego, że Hiszpanie zgodnie przez wszystkich byli uważani za faworytów, tym bardziej, że ze składu wypadł kontuzjowany Amadou Onana, a już na rozgrzewce urazu doznał Tielemans. Piłkarscy bogowie nie oszczędzali Czerwonych Diabłów, jak są nazywani Belgowie, i jakby mało było kłopotów, to w drugiej połowie z boiska musiał zejść kontuzjowany Thibaut Courtois. Za niego w bramce pojawił się Senne Lammens, który miał na koncie ledwie dwa mecze w kadrze. Meczu nie dokończył też De Bruyne, który poprosił o zmianę.
Belgowie jednak nie składali broni i stawiali Hiszpanom mocny opór, zwłaszcza od momentu strzelenia wyrównującej bramki. Wystarczyło jedno dośrodkowanie z prawej strony, żeby Charles De Ketelaere wyprzedził Cubarsiego i z bliska pokonał Simona.
Bramkarz Athleticu Bilbao był tak zaskoczony, że zamiast rzucić się do piłki, wykonał tylko dziwny przyklęk. Po tej akcji Hiszpanie wyglądali na oszołomionych i nie przypominali drużyny, która dominowała przez pierwsze pół godziny meczu i zdobyła piękną bramkę po składnej akcji i strzale Fabiana Ruiza. Simon nie pozbierał się do końca meczu i kilka razy interweniował niepewnie.
Jego koledzy w drugiej połowie odzyskali równowagę, zepchnęli Belgów do obrony, co chwila wpadali w ich pole karne, ale zagrożenia z tego nie było. Trener Luis de la Fuente wprowadzał nowych piłkarzy, m.in. Ferrana Torresa i Mikela Merino, którzy zapewnili jego drużynie zwycięstwo nad Portugalią. Gra nie wyglądała lepiej, ale Hiszpanie znów mieli szczęście. Lammens wypuścił z rąk łatwe uderzenie Cubarsiego, a z bliska drugiego gola strzelił Merino.
Po ostatnim gwizdku niektórzy Hiszpanie padli na murawę, inni zaczęli się ściskać. Zadanie wykonali, pokazali hart ducha i stoją przed szansą awansu do finału mistrzostw świata.