Holandia i Japonia to mogli być nasi rywale, gdyby Polacy wygrali marcowy baraż ze Szwecją. W żadnym z tych meczów piłkarze Jana Urbana nie byliby jednak faworytami, choć w eliminacjach zdołali dwukrotnie urwać punkty Holendrom.
Od poprzedniego mundialu w USA (1994) Holendrzy nie doznali porażki w fazie grupowej. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że dwa z siedmiu turniejów w tym czasie obejrzeli w telewizji, to statystyka budząca szacunek.
Mundial. Holendrzy chcą zajść daleko
Japończycy na mistrzostwa świata w Ameryce Północnej zakwalifikowali się jako pierwsi, już w marcu zeszłego roku, strzelając aż 54 gole. W sparingach pokonali m.in. Brazylijczyków i Anglików.
Czytaj więcej
Piłkarze Curaçao przez moment postraszyli gigantów, ale ostatecznie odebrali lekcję futbolu. Niemcy zdobyli siedem bramek, stracili jedną i w dobry...
Większość ich zawodników występuje w silnych europejskich ligach, tylko trzech reprezentuje rodzime rozgrywki: dwaj rezerwowi bramkarze i zbliżający się do czterdziestki obrońca Yuto Nagatomo (dawniej m.in. Inter Mediolan). A najlepszy japoński piłkarz Ayase Ueda gra w Feyenoordzie Rotterdam i w minionym sezonie został nawet królem strzelców Eredivisie.
Na Holendrach to jednak nie robi wrażenia, bo przecież ponad połowa ich kadry na co dzień rywalizuje w angielskiej Premier League. – Nakładamy na siebie ogromną presję. Chcemy zajść daleko w tym turnieju. Mamy silny zespół i wiemy, co musimy poprawić, żeby mieć realną szansę. Ale najpierw musimy skupić się na Japonii. To będzie trudny mecz – przekonywał selekcjoner Holandii Ronald Koeman.
Japończycy potrafią grać z europejskimi potęgami
Jedni i drudzy mieli w tym spotkaniu swoje okazje, ale byli też bardzo uważni w obronie. Szaleństwa na murawie było niewiele, nikt nie chciał zacząć turnieju od porażki, więc długo oglądaliśmy w Dallas piłkarskie szachy. Dopiero w 51. minucie wynik strzałem głową otworzył Virgil van Dijk.
Czytaj więcej
W Polsce i pewnie w wielu innych krajach europejskich rozmowa o mundialu może być trudna, dlatego, że nie oglądamy wszystkiego, co tam się dzieje....
Japończycy już na poprzednim mundialu w Katarze pokazali, że potrafią walczyć z europejskimi potęgami i odrabiać straty, pokonując w grupie Niemców i Hiszpanów. Nie inaczej było teraz. Holendrzy z prowadzenia cieszyli się tylko sześć minut, bo strzałem zza pola karnego wyrównał Keito Nakamura.
Minęło kilka minut i przyszła odpowiedź Holandii. Na uderzenie z dystansu zdecydował się Crysencio Summerville, debiutujący w wielkim turnieju skrzydłowy West Hamu. Wreszcie zrobiło się ciekawie. Zobaczyliśmy więcej ofensywnego futbolu, a Japończycy w samej końcówce wyrwali punkt dzięki trafieniu Daichiego Kamady.