Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie czynniki doprowadziły Bodo/Glimt do statusu rewelacji europejskich pucharów?
- Kto odpowiada za obecne sukcesy Bodo/Glimt i jakie metody wdrożono w klubie?
- Na jakich zasadach opiera się budowanie składu drużyny, uwzględniając jej specyfikę lokalną?
Kameralny stadion Aspmyra wygląda niepozornie. Daleko mu do pięknych aren, na których na co dzień rozbrzmiewa hymn Ligi Mistrzów. Leży wciśnięty w samym środku osiedla, niedaleko lotniska i portu morskiego, ale to twierdza. Na tutejszej sztucznej murawie potknęły się w tym roku już Manchester City, Inter Mediolan i przed kilkoma dniami Sporting.
Gospodarze wygrali tu 13 z ostatnich 18 meczów w europejskich pucharach, a seria pięciu zwycięstw z rzędu w Lidze Mistrzów sprawiła, że Bodo/Glimt ma ćwierćfinał na wyciągnięcie ręki. Wystarczy, że we wtorek w Lizbonie obroni trzybramkową zaliczkę. Jeśli nie zdarzy się im żadna katastrofa, zostaną drugim norweskim zespołem, który zajdzie tak daleko. Poprzednim był prawie 30 lat temu Rosenborg Trondheim.
Bodo/Glimt w Lidze Mistrzów. Jak norweski zespół dostał się na salony?
To był ten sezon, w którym na futbolowych salonach grał Widzew Łódź. Champions League była wtedy bardziej demokratyczna, występowali w niej rzeczywiście tylko najlepsi z grona mistrzów poszczególnych krajów. Dziś bierze w niej udział ponad dwa razy więcej uczestników, ale zdominowana jest przez krezusów z Anglii, Hiszpanii, Niemiec, Włoch i Francji, więc znaleźć się na jednym balu z Realem Madryt, Barceloną, Paris Saint-Germain, Bayernem Monachium czy Chelsea to nie lada sztuka.
Jak to się stało, że drużyna z 50-tysięcznego miasteczka rybackiego, która jeszcze pięć lat temu przegrywała z Legią Warszawa w pierwszej rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów, dzisiaj błyszczy na salonach?