Po poprzednim sezonie europejskich pucharów, zakończonym przez Legię Warszawa i Jagiellonię Białystok dopiero na ćwierćfinale Ligi Konferencji, w tym polskie kluby szykują się na kolejny skok na trzecie co do ważności rozgrywki klubowe UEFA.
Lech pokonał Genk. Liga Konferencji zamiast Ligi Mistrzów i Ligi Europy
Jako pierwszy - jeszcze w lipcu - prawo gry w Lidze Konferencji zapewnił sobie Lech Poznań. Wówczas pokonał on w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów islandzki Breidablik, co nawet przy braku awansu z dwoma kolejnymi rywalami, dawało gwarancję udziału w rozgrywkach trzeciej kategorii. Tak też się stało – najpierw marzenia poznaniaków o Lidze Mistrzów rozwiała serbska Crvena Zvezda Belgrad. Potem, po przesunięciu do eliminacji Ligi Europy, Lecha na łopatki rozłożył belgijski Genk (1:5). W rewanżu w Belgii poznaniakom udało się jednak honorowo wygrać 2:1, po golach 19-letniego Kornela Lismana i Szweda Leo Bengtsson (wspaniały strzał z rzutu wolnego). Uwagę zwraca młody wiek wyjściowej jedenastki poznaniaków ze średnią 22,4 l. Po nierównym początku sezonu w wykonaniu mistrzów Polski, nieoczekiwane zwycięstwo w Belgii powinno podnieść morale w zespole, a przede wszystkim wśród poznańskich kibiców.
Lekkie nerwy Rakowa i Jagiellonii
Po zwycięstwach w pierwszych meczach (3:0 w Białymstoku i 1:0 w Częstochowie), awans Jagiellonii i Rakowa w rewanżach nie był zagrożony, co nie znaczy, że spotkania w Albanii i Bułgarii nie były grami „pod napięciem”. Jagiellonia z Dinamem City w Tiranie przegrywała 0:1 w drugiej połowie po katastrofalnej serii w obronie. Na szczęście umiała odpowiedzieć szybką kontrą po wyrzucie z autu, wykończoną przez greckiego napastnika Dimitrisa Rallisa. Końcówka meczu była już usłana przepychankami i żółtymi kartkami dla sztabów szkoleniowych obu zespołów, co trochę przypominało o nerwowych meczach reprezentacji Polski na gorącym terenie w Albanii. Remis 1:1 przypieczętował awans Jagiellonii.
Z kolei Raków Częstochowa z Ardą Kyrdżali prowadził już od 2. minuty po golu Węgra Petera Baratha, ale Bułgarzy w drugiej połowie wyrównali po rzucie karnym. I wydawało się, że złapali wiatr w żagle. Sami jednak się wyhamowali, po zupełnie niepotrzebnej czerwonej kartce w 70. minucie. Nie było to jedyne wykluczenie, bo w doliczonym czasie gry sędzia drugi raz pokazał zawodnikowi Ardy czerwoną kartkę. Do rzutu karnego podszedł Ivy Lopez – pierwszy jego strzał obronił bramkarz, przy dobitce nie miał szans. Drugie zwycięstwo Rakowa, tym razem 2:1.