Reklama

Niemiecki Mesjasz przywraca nadzieję

Juergen Klopp bez zwycięstwa w debiucie na ławce Liverpoolu. Robert Lewandowski uniknął poważnej kontuzji. Ronaldo najlepszym strzelcem w historii Realu.
Robert Lewandowski

Robert Lewandowski

Foto: AFP

Niemiecka flaga z napisem „Juergen Meister", plansza z hasłem „We believe" – sektor gości na stadionie Tottenhamu wypełnił się w sobotnie popołudnie kibicami Liverpoolu wierzącymi w cudowną moc Kloppa.

Bezbramkowy remis tej wiary nie osłabia, bo drużyna musiała sobie radzić w Londynie bez kilku ważnych zawodników (leczy się m.in. Daniel Sturridge). Obiecywanego „futbolu na pełnym gazie" jeszcze nie było, sił starczyło na niecałe pół godziny, ale po zaledwie trzech treningach widać już rękę Kloppa: wysoki pressing, jakim zachwycała kiedyś Borussia Dortmund, czy lepszą grę obrony, która w poprzednich ośmiu meczach straciła dziesięć goli. Choć przyznać trzeba, że Liverpool zawdzięcza ten punkt przede wszystkim świetnym interwencjom bramkarza Simona Mignoleta.

– Jestem zadowolony, nie miałem wygórowanych oczekiwań. Futbol może być spektakularny i ekscytujący, nawet kiedy nie padają bramki – przekonywał „niemiecki Mesjasz", jak nazywa się Kloppa na Wyspach.

Liverpool utrzymał dziesiąte miejsce w Premier League, o dwa punkty wyprzedza Chelsea (2:0 z Aston Villą). Bez zmian również w czołówce. Manchester City ucieka przed Arsenalem i Manchesterem United.

Zespół szejków pod nieobecność kontuzjowanego Sergio Aguero do zwycięstwa 5:1 nad Bournemouth poprowadzili najdroższy angielski piłkarz Raheem Sterling (hat-trick) i Wilfried Bony (dwa trafienia), który latem zachorował na malarię. Może gdyby w bramce beniaminka stał Artur Boruc, a nie Australijczyk Adam Federici, wygrana City nie byłaby tak wysoka? Polak doznał jednak na rozgrzewce kontuzji uda.

Reklama
Reklama

Manchester United pokonał pewnie Everton (3:0), a wydarzeniem był gol krytykowanego Wayne'a Rooneya – pierwszy od listopada w wyjazdowym spotkaniu ligowym i pierwszy od 2007 roku strzelony jego byłej drużynie na jej stadionie.

Arsenal rozbił Watford (3:0) w 12 minut, to był dobry sparing przed jutrzejszym meczem z Bayernem o być albo nie być w Lidze Mistrzów.

Bayern wygrał w Bremie (1:0) najmniejszym nakładem sił, końca dobiegła strzelecka seria Roberta Lewandowskiego, ale Pepowi Guardioli spadł kamień z serca, że polski napastnik nie dołączył do długiej listy kontuzjowanych. Starcie z bramkarzem Werderu w drugiej połowie spotkania wyglądało naprawdę groźnie, minęło trochę czasu, zanim Lewandowski podniósł się z boiska. Na jego nodze pojawił się duży obrzęk, ale dotrwał do ostatniego gwizdka i chyba skończy się na strachu. Sędzia był dla gospodarzy wyrozumiały, nie podyktował rzutu karnego.

Cristiano Ronaldo pobił wreszcie strzelecki rekord Realu Madryt, zdobywając w meczu z Levante (3:0) gola numer 324. Jego wyczyn zbiegł się z informacją, że poprzedni rekordzista, grający w New York Cosmos Raul, postanowił zakończyć karierę. Przedstawienie Portugalczykowi skradł jednak Neymar – cztery bramki dla Barcelony w spotkaniu z Rayo Vallecano (5:2).

We Włoszech, w starciu rywali Legii i Lecha w Lidze Europejskiej, Napoli pokonało Fiorentinę 2:1 (cały mecz Jakuba Błaszczykowskiego).

Piłka nożna
Losowanie Ligi Mistrzów i Ligi Konferencji. Z kim zagrają Barcelona, Lech i Raków?
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Piłka nożna
Liga Konferencji. Wygrana "Jagi" we Włoszech, awans Lecha. Kto kolejnym rywalem?
Piłka nożna
Zamieszki i strzelaniny w Meksyku, co z meczami mundialu? Mogą tam zagrać też Polacy
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Piłka nożna
Piotr Zieliński żegna się z Ligą Mistrzów, Inter pokonany przez rywala zza koła podbiegunowego
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama