Wieczysta to osiedle wysokich bloków. Trochę betonowa pustynia, za to prawie w centrum Krakowa. Z boiska klubu sportowego o tej samej co osiedle nazwie, pod pomnik Adama Mickiewicza na Rynku Głównym, jest dokładnie cztery kilometry. W sam raz na dobry spacer.
Przez całe lata zespół z ponad 80-letnią tradycją występował głównie w okręgówce, jak wiele innych krakowskich drużyn dzielnicowych. Ogólnopolską uwagę przyciągnął raz, jesienią 1999 r., gdy akurat był w czwartej lidze. Na mecz z rezerwami Wisły zjechały kamery i wielu dziennikarzy, bo do drugiego zespołu Białej Gwiazdy zesłany został Tomasz Frankowski. Zaraz po meczu o Wieczystej wszyscy zapomnieli na prawie dwie dekady. Aż do czasu, gdy do klubu z Chałupnika 16 wkroczył biznesmen Wojciech Kwiecień.
Kim jest Wojciech Kwiecień? „Król aptek”, który stoi za sukcesem Wieczystej
– Pamiętam, kiedy przyjechałem pierwszy raz pracować w Krakowie – wspomina Przemysław Cecherz, który z Wieczystą robił pierwszy awans do czwartej ligi. – Płyta główna boiska była jeszcze jako taka, ale wszystko wokół to w zasadzie ugór. Siedzieliśmy w budynku klubowym, w którym stał stół bilardowy, i w osłupieniu słuchaliśmy wizji prezesa. Mówił, co i w jakim czasie chce zrobić. Nigdy nie rzucał słów na wiatr. Jeśli powiedział, że budynek będzie za pół roku całkowicie odmieniony, to za pół roku był.
Czytaj więcej
Wieczysta Kraków wygrała w finale baraży z Chrobrym Głogów 2:1 i po raz pierwszy w historii wystąpi w Ekstraklasie. Wszystko dzięki pieniądzom mili...
Choć w sezonie 2020/2021 drużyna wygrała wszystkie mecze w okręgówce, Cecherz został zwolniony na trzy kolejki przed końcem rozgrywek. Nieoficjalnie za zbytnią wylewność w jednym z wywiadów. Wrócił wiosną ubiegłego roku, gdy na włosku wisiał awans do pierwszej ligi. Opanował kryzys w zespole przejętym po Sławomirze Peszko i przez baraże uzyskał promocję. Pracę stracił w październiku, choć drużyna była w tabeli druga, tylko za Wisłą. Mimo to o właścicielu Wieczystej wypowiada się w samych superlatywach.
– Prezes ma swoje wymagania co do stylu gry, ale po prostu jest fair – podkreśla. – Nie znam nikogo, kto by mówił, że został w najdrobniejszej choćby rzeczy skrzywdzony. Mogę śmiało powiedzieć, że słowo Wojciecha Kwietnia jest święte. Jeśli coś powie, to wiadomo, że tak będzie. Mogłem dla niego pracować bez podpisywania kontraktu. Oczywiście, jest wymóg, żeby takowy został sporządzony, ale prawdę powiedziawszy, ja swojego nawet za bardzo nie czytałem.
Po Cecherzu zespół objął Gino Lettieri, ale wytrwał tylko 24 dni. Tymczasowo drużynę trenował Rafał Jędrszczyk, w końcu ster przejął Kazimierz Moskal i doprowadził projekt do Ekstraklasy. Cecherz, który ma w awansie swoją cegiełkę, mówi o nim tak: – To wielki osobisty sukces Wojciecha Kwietnia. Jeśli miałbym wskazać, co o nim zdecydowało, wymieniłbym na pewno zdolności organizacyjne prezesa, umiejętność słuchania ludzi w połączeniu z możliwością jednoosobowego podejmowania decyzji, co wiele spraw ułatwia i przyspiesza, no i oczywiście pieniądze, bo bez nich by się to nie udało. Prezes bardzo dużo wymaga, ale też bardzo dobrze wynagradza.
Oczywiście trudno stwierdzić, jak duży jest majątek Kwietnia nazywanego „Królem aptek”. Najczęściej szacuje się go w granicach pół miliarda. Posiada w całym kraju około 400 punktów sieci aptek „Słoneczna”, ale to nie jedyne jego interesy. Mówi się, że w Wieczystą, klub z osiedla, na którym się wychował, zainwestował już dziewięciocyfrową kwotę. W pierwszej lidze jej budżet oscylował w granicach 50 milionów złotych, teraz ma się podwoić.
Na Wieczystą Kwiecień postawił po fiasku rozmów o przejęciu Wisły Kraków w okresie sławetnej historii z Vanną Ly w roli głównej. Temat jego zaangażowania w Białą Gwiazdę regularnie jednak powracał, ostatnio tuż przed końcem sezonu, gdy media informowały, że przejmie udziały klubu z Reymonta. – Miałem mieszane odczucia – przyznaje Cecherz. – Miłości do Wisły prezes nigdy nie ukrywał, ale Wieczysta to jego projekt życia, nie wierzyłem, że zostawi ją ot tak. Zakładałem, że może myśli o stworzeniu przy Chałupnika jakiejś stabilnej trzeciej ligi. Z prezesem Królewskim się lubią, dobrze się rozumieli i dogadywali, ale czy potrafiliby wspólnie zarządzać, to trudno jednoznacznie stwierdzić.
Wieczysta Kraków celuje w puchary. I już myśli o transferach
Awans Wieczystej do Ekstraklasy – przynajmniej na ten moment – zakończył spekulacje wokół przeniesienia przez Kwietnia zaangażowania z Chałupnika na Reymonta. Zespół osób odpowiedzialnych za transfery ostro zabrał się do pracy. Mówi się o dużych nazwiskach, które miałyby założyć „żółto-czarny” strój Wieczystej. Wymieniani są choćby Afimico Pululu czy Dawid Kownacki.
– Prezes nigdy nie chciał być średni, zawsze najlepszy – kontynuuje Cecherz. – Powtarza, że kupić tanio, to musieć kupować dwa razy. Stawia na jakość, najlepszą. Mieliśmy najlepszy sprzęt, najlepsze warunki do treningu. Jestem przekonany, że w Ekstraklasie nie interesuje go rola średniaka. Będzie celował w puchary. Czy to mu się uda, oczywiście nie wiem, ale z pewnością jego ambicje sięgają jak najwyżej.
Czytaj więcej
Lech obronił tytuł, Legia długo szorowała po dnie tabeli, a na koniec walczyła o Ligę Konferencji. Widzew wyrzucał pieniądze w błoto, a pozostanie...
Kwiecień decyzje podejmuje jednoosobowo, ale opiera się na gronie zaufanych ludzi. – Z pewnością najlepszy dostęp do ucha szefa ma Sławek Peszko, ale prezes ceni także innych – mówi Cecherz. – Największym zaufaniem cieszą się ludzie, którzy mają odwagę mówić mu prawdę. Obserwowałem czasem lęk przed powiedzeniem czegoś, co było wiadomo, że go nie zadowoli. Ale ci, co to potrafią, są cenieni. Takich osób trochę jest, prezes słucha, ale na końcu sam podejmuje decyzje i bierze odpowiedzialność, jeśli się pomyli. Jakie pomyłki bym wskazał? Nie zawsze trafiał dobrze z trenerami. Sprowadzani piłkarze mają swoje osiągnięcia i ego, nie każdy potrafi z takimi pracować.
Patrząc na perspektywy rozwoju, największe problemy Wieczystej to brak zaplecza kibicowskiego i obiektu. Klub ma swoich sympatyków, ale nie jest to wielkie grono. – Prezes nigdy nie zakładał, żeby zarabiać na dniu meczowym, traktował go jako koszt – tłumaczy Cecherz. – Większy kłopot w tym, że zawodnicy, którzy przychodzą do Wieczystej, to profesjonaliści przyzwyczajeni do gry przy pełnych trybunach, a nie meczów w atmosferze piknikowej. Za mojej kadencji najlepiej graliśmy, gdy na widowni było dużo ludzi – z Ruchem czy Polonią Warszawa. Brak kibiców bywa powodem, że piłkarze mają opory przed przyjściem do Wieczystej, trzeba oferować im więcej. Myślę, że w Ekstraklasie ceny biletów pozostaną na symbolicznym poziomie, co sprawi, że 7-8 tysięcy ludzi będzie przychodzić. Martwi mnie jedynie, kiedy czytam, że mogą być problemy, by Wieczysta grała na stadionie Wisły.
Problem wskazany przez Cecherza jest raczej tematem medialnym, sprowokowanym wypowiedzią Peszki dla TVP Sport i ripostą Jarosława Królewskiego w mediach społecznościowych, wskazującą na uwarunkowania gry przy Reymonta. We wtorek doszło w tej sprawie do spotkania Królewskiego z Kwietniem i z głosów, które po nim docierają, wynika, że panowie doszli do porozumienia.