Wezwanie do zaprzestania naruszeń dóbr osobistych to w arsenale działań futbolowej centrali instytucja nowa. Niewykluczone nawet, że jedna z istotniejszych. Dowodzi bowiem, że ludziom polskiej piłki nie brakuje fantazji, choć piłkarze na boisku próbują nas przekonać, że jest inaczej.
Pismo dostał dziennikarz Piotr Żelazny, który kilka tygodni wcześniej zapytał na Twitterze: „Czy związek, którego wielka reforma polega na tym, że pijani działacze będą teraz wchodzić innym wejściem do samolotu, może komukolwiek stworzyć odpowiednie warunki do pracy?", co uznano za rażące naruszenie interesów osobistych związku.
To był początek. Dzień po tym, jak Żelazny podzielił się treścią pisma w mediach społecznościowych, PZPN oskarżył go o "hejt skierowany w największy związek sportowy w naszym kraju", bo nie tylko wpisem, ale także podczas jednego z nagrań oraz audycji obraził organizację oraz "dziesiątki tysięcy działaczy pracujących w tysiącach klubów".
Dyskusję, która zrodziła tweeta, wywołał powrót reprezentacji z meczu w Kiszyniowie. „Przegląd Sportowy” wówczas pisał o „pijanych i zaczepiających kadrowiczów” gościach PZPN. - Piłkarze będą korzystać z innego terminalu niż przedstawiciele sponsorów, goście i pracownicy związku - zapewniał później Sport.pl sekretarz generalny Łukasz Wachowski.
Kiedyś dziennikarzy obłaskawiano, dziś w cenie jest najwyraźniej knebel. Praktyka to nowa, choć wpisuje się w obraz czasu niezwykłego, gdy wracamy do przeszłości - może nawet tej, kiedy Grzegorz Lato robił „setkę w trzy sekundy”. Dziś prezes PZPN Cezary Kulesza przekonuje przecież publicznie, że z gośćmi do stołu niełatwo siadać bez niczego.
Polska - Czechy. Czarny piątek na PGE Narodowym
Najnowsze wydarzenia spinają klamrą rok, podczas którego piłkarze pokłócili się podczas mundialu o pieniądze, kapitan oskarżył kolegów o brak charakteru, stres przed najważniejszą imprezą młodości topili w alkoholu czterej piłkarze reprezentacji młodzieżowej, a z kadrą seniorów leciał samolotem skazany za korupcję Mirosław Stasiak.
Drużynę narodową prowadziło w tym czasie trzech trenerów, spośród których jeden przyjechał do Polski na ekskluzywną emeryturę, a drugi dowcipkował o zamienianiu wody w wino i groził pozwem za wspomnienia jego przyjaźni z szefującym piłkarskiej mafii „Fryzjerem”.
Obraz uzupełnia klęska sportowa. Mecz z Czechami okazał się czarnym piątkiem i podsumowaniem jednego z najmroczniejszych rozdziałów w dziejach reprezentacji. Zaczęliśmy go od stracenia dwóch goli w trzy minuty meczu w Pradze (1:3). Później nastały klęski w Kiszyniowie (2:3) i Tiranie (0:2) oraz remis z Mołdawią na PGE Narodowym (1:1).
Czytaj więcej
Polacy nie awansują bezpośrednio na Euro 2024, bo tylko zremisowali z Czechami (1:1), ale Michał Probierz jest zadowolony i pudruje obraz drużyny,...
Pokolenie, któremu kiedyś przypinano łatkę "Chcę więcej", umarło. Wśród piłkarzy dominuje dziś minimalizm. Trudno zaakceptować to, gdy po meczu z Czechami (1:1) wyrażają zadowolenie. Nawet kapitan Robert Lewandowski wziął sobie chyba do serca apele Kamila Grosickiego, który na Wyspach Owczych przekonywał do radość z małych rzeczy.
Reprezentacja Polski. Drużyna bez ognia
Ponownie przekonaliśmy się, że polska piłka najlepiej wypada w losowaniach. UEFA dopuszcza dziś do rywalizacji na mistrzostwach Europy pół kontynentu, a naszej drużynie na drodze do awansu stanęli rywale przeciętni bądź słabi. Droga nigdy nie była tak prosta, a jednak piłkarze szansę zmarnowali. W rękach została jedna karta i to raczej nie as.
Polacy w pierwszym meczu barażowym zagrają najprawdopodobniej z Estonią i jeśli zwyciężą, ich kolejnym rywalem mogą być Walijczycy, Ukraińcy, Finowie, Islandczycy, a może nawet Włosi. Gospodarza wyłoni losowanie. Nie ma wątpliwości: faworytem ewentualnego finału będą rywale.
Eliminacje są pasmem niepowodzeń, jakiego nasza reprezentacja nigdy nie przeżyła, bo choć podczas walki o mundial w 2010 roku Polacy wyprzedzili tylko San Marino, to wówczas potencjał oraz oczekiwanie były zupełnie inne. Teraz przegraliśmy, a drużyna w ciągu roku, który miał być czasem przebudowy, nie wykonała kroku do przodu.
Czytaj więcej
Polski Związek Piłki Nożnej (PZPN) od momentu, kiedy jego prezesem został Cezary Kulesza, swoimi decyzjami lub reakcją na wydarzenia kompromituje s...
Koniec eliminacji miał być momentem, w którym nie tylko planujemy Euro 2024, ale także widzimy zarys przyszłości, dowiadujemy się, kto może zastąpić w reprezentacji Wojciecha Szczęsnego, Kamila Glika, Roberta Lewandowskiego i Grzegorza Krychowiaka. Niestety, stoimy w miejscu ze znakami zapytania.
Polska - Łotwa. Stypa w Warszawie
Nie mamy piłkarzy zdolnych do zainspirowania na boisku młodszych, ani konkluzji dyskusji o stylu gry reprezentacji. Jeszcze przed mundialem ścierały się w niej wizje futbolu aktywnego według Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego z brutalizmem archaicznej piłki postulowanej przez Michniewicza czy Krychowiaka. Gramy jedynie tak, jak rywal pozwala.
Drużyna narodowa to dziś w dodatku grupa ludzi niezmiennie zadowolonych z siebie, którą trudno lubić, bo nie ma stylu ani klasy - na boisku i poza nim. Niewielu piłkarzy umie stanąć po meczu przed dziennikarzami, żeby wytłumaczyć kibicom, dlaczego w grze reprezentacji wciąż brakuje myśli oraz ognia.
Czytaj więcej
Polacy momentami grali w rugby, a nie piłkę nożną, więc tylko zremisowali na PGE Narodowym z Czechami 1:1. Czas odłożyć kalkulatory. Nasza reprezen...
To, że wciąż widać na horyzoncie baraże, jest efektem Ligi Narodów. Pierwsze utrzymanie w Dywizji A zapewniła nam reforma rozgrywek, a kolejne - Jerzy Brzęczek oraz Michniewicz. Nadzieję budzi to, że Michał Probierz szuka rozwiązań, choć jesteśmy spóźnieni. Piłkarze, którzy mieli w tych eliminacjach okrzepnąć, dopiero wchodzą do gry.
Ostatnie mecze drużyny narodowej były laboratorium oraz paradą żółtodziobów, kolejną zobaczymy zapewne podczas wtorkowego sparingu z Łotwą. To rywal, który wygrał w tym roku raz i jest na dnie eliminacyjnej grupy. Niewykluczone, że ktoś wymyślił ten mecz jako okazję do świętowania awansu, a tymczasem czeka nas stypa.