Klimat meczu przypominał najważniejsze wieczory europejskich pucharów – złożył się na to nie tylko najazd zagranicznych dziennikarzy, ale także doping kibiców na wypełnionym po brzegi stadionie – choć klub występuje w drugiej Bundeslidze. Wielu dostało bilety za darmo, bo „Fortuna jest dla każdego”.
– Próbujemy podejścia, które jest w świecie piłkarskiego biznesu unikalne. Chcemy być klubem pierwszej Bundesligi, trwałym i niezależnym, dlatego postawiliśmy na plan, który zmaksymalizuje szanse na osiągnięcie celu – nie kryje dyrektor generalny klubu Alexander Jobst.
Czytaj więcej
Rocznica Wembley rodzi pytanie, czy w dzisiejszym, zagonionym i liczącym pieniądze świecie pragmatyków nie ma miejsca na upamiętnienie historii.
Fortuna chce w ciągu pięciu lat doprowadzić do sytuacji, w której kibice na wszystkie mecze będą mogli wejść za darmo. Takie spotkania w tym sezonie będą jeszcze dwa. Zainteresowanie tym pierwszym przerosło oczekiwania, po bo bezpłatne wejściówki zgłosiło się 120 tys. osób.
Jednym z impulsów zmiany był w Dusseldorfie spadek z Bundesligi w 2020 roku.
– Początkowo pomysł bezpłatnych biletów mnie zaskoczył, ale analizy wykazały, że po prostu musimy coś zmienić. Nie możemy kontynuować działalności w takiej formie jak dotychczas, bo nie będziemy konkurencyjni i nigdy nie zostaniemy wielkim klubem – wyjaśnia w rozmowie z „L’Equipe” dyrektor sportowy Klaus Allofs.
Pomysł nie spodobał się ultrasom Fortuny, którzy podkreślali, że muszą chronić stadionową kulturę przed kibicami-turystami, ale poza słowami innych form sprzeciwu nie było.
Niektórzy obawiali się, że nie wszyscy fani przyjdą na mecz, ale spotkanie z Kaiserslautern (gospodarze zwyciężyli 4:3, choć przegrywali 0:3) tego nie potwierdziło.
Program jest pilotażowy i dotyczy wybranych meczów, więc tylko nieco ponad połowa obecnych faktycznie weszła na stadion za darmo. Część miejsc zajęli posiadacze karnetów, których ceny zostały odpowiednio obniżone.
Fortuna rezygnuje z przychodów za bilety, a to nawet 450–500 tys. euro za spotkanie
21 tys. wejściówek można było zamówić za pośrednictwem klubowej strony internetowej, 9 tys. rozdysponowały stowarzyszenia kibiców.
Okazję wykorzystali sympatycy drużyny gości, których podobno pojawiło się na obiekcie blisko 5 tys. Klub uważa, że wcale nie stracił, bo to inwestycja w relacje, a kibice swoje wydali w barach i sklepie. Sprzedaż przekąsek oraz pamiątek wzrosła tego dnia o blisko 30 proc.
Władze Fortuny rezygnują z przychodów za bilety (to nawet 450–500 tys. euro za mecz), szukając nowych ścieżek rozwoju, bo obowiązująca w Niemczech zasada 50+1 sprawia, że prywatny inwestor nie może posiadać więcej niż 49 proc. akcji klubu. Udziałowcami większościowymi jest stowarzyszenie kibiców, co niektórzy uznają za hamulec rozwoju Bundesligi.
– Im więcej sponsorów zdobędziemy, tym więcej meczów będzie można zobaczyć za darmo – przekonywał jeszcze w kwietniu Jobst.
Dziś na liście partnerów są m.in. Hewlett Packard, Targo Bank i Common Goal, którzy przez pięć lat wspomogą Fortunę kwotą 45 mln euro.
Czytaj więcej
Niemiecka Centrala Turystyki (DZT) jak co roku zorganizowała plebiscyt na najpopularniejszą atrakcję turystyczną w Niemczech. Ubiegłoroczny zwycięz...
Władze klubu mają nadzieję także na rozbudowę bazy kibiców, co czwarty człowiek obecny podczas ostatniego spotkania na stadionie był na meczu Fortuny po raz pierwszy. Wielu z nich wcześniej nie było po prostu stać na bilet.
– Skoro futbol jest najpopularniejszym sportem na świecie, to dlaczego nie miałby być darmowy? – pyta Jobst w rozmowie z „The Athletic”.
Fortuna postawiła na dużą skalę przedsięwzięcia, choć nie jest pierwsza. Podobnego pomysłu próbowało chociażby AS Monaco, którego mecz z Brestem na początku stycznia obejrzało 6 tys. widzów. Władze klubu operację oceniły pozytywnie, ale jak na razie nie poszły za ciosem.