O zwolnieniu Portugalczyka mówiło się głośno od kilku dni. Czarę goryczy przelała wyjazdowa porażka z Albanią, która ograniczyła mocno szanse Polaków na bezpośredni awans na przyszłoroczne mistrzostwa Europy.
We wtorek prezes PZPN Cezary Kulesza spotkał się z Santosem i choć żaden komunikat nie został wydany, było pewne, że los Portugalczyka jest przesądzony. W środę, po kilku godzinach negocjacji, udało się osiągnąć porozumienie w sprawie rozwiązania kontraktu, który obejmować miał dwa cykle eliminacyjne (Euro 2024 i mundial 2026), a dobiegł końca szybciej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać.
Czytaj więcej
Fernando Santos był selekcjonerem reprezentacji Polski przez osiem miesięcy i zostawia po sobie s...
„Chociaż kończymy naszą współpracę, jestem wdzięczny za to, że prowadziłem polską reprezentację, i życzę wszystkiego najlepszego Polsce i jej mieszkańcom, którzy tak dobrze mnie przyjęli, kiedy tu mieszkałem” – oświadczył Santos.
To oznacza, że w ciągu niespełna trzech lat Polacy będą mieli już piątego trenera. Zaczęło się od zwolnienia Jerzego Brzęczka, który wywalczył awans na poprzednie Euro, ale mimo to stracił pracę. Ówczesny prezes PZPN Zbigniew Boniek zastąpił go Paulo Sousą, ale Portugalczyk uciekł do Brazylii przed barażami o mundial i na mistrzostwa w Katarze wprowadził kadrę już Czesław Michniewicz. Cel sportowy osiągnął (wyjście z grupy), jednak wotum nieufności, jakie wyrazili piłkarze, domagając się bardziej ofensywnej, atrakcyjnej gry, oraz afera premiowa sprawiły, że on też pożegnał się ze stanowiskiem.