Kiedy z głośników na stadionie wybrzmiał hymn Ligi Mistrzów, nad Sosnowcem rozpętała się burza. Waliły pioruny, z nieba lała się ściana deszczu, ale chyba nikt nie przypuszczał, że pierwszemu od siedmiu lat meczowi polskiego zespołu w ostatniej rundzie eliminacji Champions League będzie towarzyszyła aż taka dramaturgia.
Była dziewiąta minuta, gdy rywale rozegrali kombinacyjną akcję. Mohamed Elyounoussi, który jeszcze w ubiegłym sezonie występował w Premier League, wbiegł w pole karne i chciał dośrodkować, ale piłka odbiła się od Bogdana Racovitana i na mokrej murawie wpadła do bramki tuż przy słupku - obok starającego się interweniować Vladana Kovacevicia.