Eliminacje Ligi Mistrzów: Raków puka do bram nieba

Klub z Częstochowy pokonał Aris i awansował do play-off eliminacji Ligi Mistrzów. Tylko krok dzieli piłkarzy Rakowa od spełnienia marzeń.

Publikacja: 17.08.2023 03:00

Piłkarz Rakowa Częstochowa Fran Tudor i Jaden Montnor z Arisu Limassol podczas pierwszego meczu 3. r

Piłkarz Rakowa Częstochowa Fran Tudor i Jaden Montnor z Arisu Limassol podczas pierwszego meczu 3. rundy eliminacji Ligi Mistrzów w Częstochowie

Foto: PAP/Waldemar Deska

Gdy po końcowym gwizdku prezes Piotr Obidziński schodził do szatni, jego biała koszula lepiła się do ciała. To najlepiej obrazuje, w jakich warunkach piłkarze z Częstochowy walczyli z Arisem. Termometry na początku spotkania wskazywały 30 stopni, a wilgotność przekraczała 70 procent.

– Pogoda niby jest dla wszystkich taka sama, ale ma znaczenie. Jako zespół wiele wygrywaliśmy na tym w pucharowych meczach u siebie, rywale z północy często sobie nie radzili z upałem i wilgotnością – mówił przed meczem Marcin Żewłakow, były gracz m.in. APOEL Nikozja, a dziś ekspert telewizyjny.

Czytaj więcej

Raków zwyciężył na Cyprze. Jest Liga Europy, może być Liga Mistrzów

Trener Arisu Aleksiej Szpilewski po meczu w Częstochowie (2:1 dla Rakowa) zapowiadał, że w rewanżu pogoda będzie atutem jego drużyny. Na przedmeczowej konferencji komentował nawet tytuł jednej z polskich gazet, która napisała „Arrivederci Aris”. Dawał jasno do zrozumienia, że dopiero za 24 godziny przekonamy się, kto komu powie: „do widzenia”.

Jeśli chciał w ten sposób dodatkowo zmotywować swoich piłkarzy, to udało mu się to niespecjalnie, a jeśli zezłościć częstochowian – wyszło doskonale. Wprawdzie przed przerwą to gospodarze stworzyli kilka groźnych sytuacji, ale w drugiej połowie goście potrafili przejść do ofensywy, zdobyć bramkę i już do końca kontrolować spotkanie.

– Było spokojniej niż w Baku z Karabachem. Tam stres w końcówce był tak olbrzymi, że mimo upału palce drętwiały mi z zimna, bo serce pompowało już krew tylko do najważniejszych organów. Tu lepiej zarządziliśmy spotkaniem, mądrze gospodarowaliśmy siłami – nie kryje Obidziński.

Przewodniczący rady nadzorczej Wojciech Cygan przyznaje, że kiedy w doliczonym czasie gry pierwszej połowy Mariusz Stępiński trafił w słupek, stanął mu przed oczami obraz z Gandawy sprzed dwóch lat. – Tam straciliśmy gola z Gent w 45. minucie, a potem w drugiej połowie wszystko się posypało i odpadliśmy z Ligi Konferencji. Bałem się powtórki – mówi.

Koszmaru ponownie przeżywać nie musiał, bo gola z rzutu wolnego strzelił Fran Tudor. Dobre okazje mieli jeszcze Fabian Piasecki czy Władysław Koczerhin, gospodarze na bramkarza Rakowa Vladana Kovačevicia nie umieli z kolei znaleźć sposobu. Zespół z Częstochowy wygrał 1:0 i za tydzień zagra w play-off kwalifikacji Ligi Mistrzów.

Zespół Dawida Szwargi wygrał, bo wytrącił rywalom atuty z rąk. – Nasi zawodnicy przewidywali, co może się wydarzyć, i rywal po ataku szybkim nie stworzył żadnej sytuacji. A jeśli miałbym wskazać jedną najważniejszą rzecz poza podejściem zawodników, byłoby to zarządzanie fazami przejściowymi – wyjaśnia szkoleniowiec Rakowa.

Mistrzowie Polski w tym sezonie dzięki grze w pucharach zarobią co najmniej 8,6 mln euro, a to przecież dopiero początek

Zwycięstwo urodziło się z cierpienia. – W pierwszej połowie brakowało nam intensywności w obronie niskiej, później zmieniliśmy nastawienie. Czuliśmy ból, ale po przerwie potrafiliśmy być bardziej agresywni i częściej wypychać rywali. Heroizm oraz podejście zawodników spowodowały, że jesteśmy już w Lidze Europy i zagramy o Ligę Mistrzów – mówi Szwarga.

Szpilewski po meczu także chwalił swój zespół i podkreślał, że w dwa lata przeszedł drogę z drugiej ligi cypryjskiej do walki o Ligę Mistrzów, co należy chwalić. Białorusin podtrzymuje ponadto, że od defensywnie nastawionego Rakowa był lepszy, co potwierdzają statystyki strzałów i rzutów rożnych, w których miał miażdżącą przewagę.

Dziennikarze z Cypru dopytywali Szwargę, czy taki sposób gry mu odpowiada. – Wolałbym, żeby mój zespół dominował, był na połowie przeciwnika. Każdy trener tego chce. Tylko w naszej pracy najważniejsza jest skuteczność. Każda polska drużyna w Europie musi wiedzieć, jak się bronić – oznajmił, a już wychodząc z sali konferencyjnej, rzucił: „Good bye, Aris”.

Raków we wtorek o 21.00 zagra z FC Kopenhaga, która pokonała po rzutach karnych Spartę Praga. Zwycięstwo otworzy bramy piłkarskiego raju. Porażka da fazę grupową Ligi Europy. Mistrzowie Polski w tym sezonie dzięki grze w pucharach zarobią co najmniej 8,6 mln euro, a to przecież dopiero początek. Jesień w Europie to inwestycja o dużej stopie zwrotu.

Mistrzowie Polski pracują także na rzecz przyszłości pozafinansowej. Raków w rankingu UEFA awansował już z 255. na 162. miejsce, co wpłynie na jego rozstawienie przy losowaniu europejskich pucharów w kolejnych latach.

Zespół Szwargi Duńczyków podejmie za tydzień w Sosnowcu. Stadion w Częstochowie nie spełnia wymogów UEFA do rozgrywania fazy play-off.

– Sosnowiec pod każdym względem jest przygotowany. Jeżdżą tam nasi greenkeeperzy i doglądają murawy, żeby była taka, jaką lubimy – zapewnia Obidziński.

– Trzeba robić wszystko, żeby chłopcy się maksymalnie zregenerowali i przygotowali do kolejnych gier – dodaje Cygan. – W sobotę czeka nas mecz ze Stalą Mielec, który nie będzie łatwy. Mamy szeroką kadrę, pewnie będziemy musieli porotować. Fakt, że awans daje nam określony przychód, nie oznacza, że będziemy kadrę jeszcze poszerzać.

Czytaj więcej

Przez Kopenhagę do Champions League. Mistrz Danii ostatnim rywalem Rakowa

To oznacza, że jeśli ktoś jeszcze tego lata do Rakowa przyjdzie, inny piłkarz odejdzie. – Nie będzie wielkich ruchów, co najwyżej jakaś roszada, a trudno w obecnej chwili kogoś skreślać z tego zespołu – mówi.

Cygan liczył, że jego zespół zagra ze Spartą, co dałoby szansę na odczarowanie Pragi, gdzie rok temu Raków odpadł z Ligi Konferencji. Los rzucił jednak częstochowian do innej stolicy. – Może to w Kopenhadze napiszemy piękną historię – mówi Cygan.

Polskę w Lidze Mistrzów reprezentowały tylko Legia (dwukrotnie) i Widzew. Teraz do bram nieba coraz mocniej puka Raków.

Gdy po końcowym gwizdku prezes Piotr Obidziński schodził do szatni, jego biała koszula lepiła się do ciała. To najlepiej obrazuje, w jakich warunkach piłkarze z Częstochowy walczyli z Arisem. Termometry na początku spotkania wskazywały 30 stopni, a wilgotność przekraczała 70 procent.

– Pogoda niby jest dla wszystkich taka sama, ale ma znaczenie. Jako zespół wiele wygrywaliśmy na tym w pucharowych meczach u siebie, rywale z północy często sobie nie radzili z upałem i wilgotnością – mówił przed meczem Marcin Żewłakow, były gracz m.in. APOEL Nikozja, a dziś ekspert telewizyjny.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Piłka nożna
Wraca Ekstraklasa. Czy i dlaczego warto się tym ekscytować?
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Piłka nożna
Bayern Monachium: nowy trener, stare cele. Odzyskać panowanie w Niemczech
Piłka nożna
Król wylądował w Madrycie. Kylian Mbappe już w koszulce Realu
Piłka nożna
Gareth Southgate podjął decyzję. Koniec pewnej epoki w reprezentacji Anglii
Piłka nożna
Zmierzch bogów. Dziś w futbolu karty rozdaje nowe pokolenie