Stefan Szczepłek: Legia na minusie

Po porażce w Warszawie z Austrią 1:2 Legia znacznie zmniejszyła szanse na awans do czwartej rundy Ligi Konferencji.

Publikacja: 10.08.2023 21:55

Ernest Muci (z prawej) podczas pierwszego meczu 3. rundy eliminacji piłkarskiej Ligi Konferencji z A

Ernest Muci (z prawej) podczas pierwszego meczu 3. rundy eliminacji piłkarskiej Ligi Konferencji z Austrią Wiedeń w Warszawie

Foto: PAP/Leszek Szymański

Nie chodzi tylko o niekorzystny wynik, ale przede wszystkim słabą grę. Austriacy wywarli znacznie lepsze wrażenie. Byli dobrze zorganizowani, szybcy, musieli dobrze wiedzieć jakie są atuty i słabe punkty Legii, bo wszystkie wykorzystali.

A zaczęli pechowo, bo już w trzeciej minucie stracili kontuzjowanego pomocnika Tina Plavotica, więc trener musiał zmienić nieco plany. Nie wiadomo jak Austria grałaby z Plavoticiem, ale bez niego dawała sobie radę, jakby nic się nie stało.

Czytaj więcej

Liga Konferencji. Legia i Lech zagrają bez strachu

I już kilka minut później wykorzystała sytuację, do której sami legioniści doprowadzili. Jest teraz w świecie taka moda, zgodnie z którą bramkarz wprowadza piłkę do gry, podając do obrońcy. Oni oddają jemu lub partnerowi, a wszystko to obok nóg atakujących przeciwników. Raków też tak gra. Wcześniej czy później to się musi zakończyć stratą.

Tak było właśnie tym razem. Żeby to się udało bramkarz musi grać nogami jak Manuel Neuer lub Łukasz Fabiański, a obrońcy powinni mieć nienaganną technikę. Żaden w z tych warunków w Legii nie jest spełniony. W 11. minucie, po strzale Muharema Huskovicia  Austria prowadziła 1:0 i czuła się na boisku jakby to był Wiedeń, a nie Warszawa.

Przed przerwą Legia wywalczyła kilka rzutów rożnych, ale przeprowadziła tylko jedną niebezpieczną akcję: po strzale Pawła Wszołka bramkarz odbił piłkę nogami.

W drugiej połowie nic się nie zmieniło. Legia nie miała żadnego pomysłu, ani też takich umiejętności, które mogłyby poprawić niekorzystny stan. A kiedy w 56. minucie, po ładnej akcji z udziałem kilku graczy Huskovic wbił głową drugiego gola, sytuacja Legii stawała się coraz trudniejsza.

Nie było już czego bronić i na co czekać. Trener Kosta Runjaić musiał postawić na piłkarzy ofensywnych, więc w pierwszej kolejności zastąpił defensywnego pomocnika Bartosza Slisza napastnikiem Maciejem Rosołkiem. Jednego napastnika - Marca Guala zastąpił inny - Ernest Muci. I dopiero wtedy zaczęła się gra.

Efekt był skromny: tylko jeden gol, ale bardzo ładny, zdobyty głową przez Muciego. On przez pół godziny zrobił więcej niż zawodnicy, przebywający na boisku dłużej. Całkowicie zawiódł Josue, który nie wywiązał się z roli lidera, zwłaszcza w sytuacji, kiedy w drużynie  nic się nie klei. Jakby ktoś nie wiedział, że Marc Gual jest królem strzelców ekstraklasy, to patrząc na jego nieudolność by nie uwierzył.

Nawet będący ostatnio w dobrej formie Tomas Pekhart niczym się nie wyróżnił. Bartosz Slisz był wolniejszy od sędziego liniowego. Jego technika i sprawność pozostawiają wiele do życzenia. Przy bardzo przeciętnych umiejętnościach on może się wyróżniać w starciu z Jagiellonią, ale nie z poważnym przeciwnikiem. To od straty Slisza na połowie boiska rozpoczęła się akcja, po której padł drugi gol dla Austrii.

Wynik jest zły, więc Legia pojedzie na rewanż do Wiednia  (17 sierpnia, godz. 19.00) w bardzo niekorzystnej sytuacji. Patrząc jak grała trzeba liczyć głównie na szczęśliwe zrządzenie losu. I pocieszać się, że w tym sezonie Legia w każdym meczu zdobywa bramki. Niestety, prawie w każdym również traci.

Nie chodzi tylko o niekorzystny wynik, ale przede wszystkim słabą grę. Austriacy wywarli znacznie lepsze wrażenie. Byli dobrze zorganizowani, szybcy, musieli dobrze wiedzieć jakie są atuty i słabe punkty Legii, bo wszystkie wykorzystali.

A zaczęli pechowo, bo już w trzeciej minucie stracili kontuzjowanego pomocnika Tina Plavotica, więc trener musiał zmienić nieco plany. Nie wiadomo jak Austria grałaby z Plavoticiem, ale bez niego dawała sobie radę, jakby nic się nie stało.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Piłka nożna
Euro: Następcy ośmiornicy Paula. Słonica i orangutan przewidują, że Niemcy wygrają
Piłka nożna
Szóste Euro Cristiano Ronaldo. Jaki cel stawia przed Portugalią?
Piłka nożna
Euro 2024. Chuligani to już najmniejszy problem
Piłka nożna
Polacy zaczynają grę na Euro 2024. W niedzielę mecz z Holandią
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Piłka nożna
Tomasz Wacławek: Reprezentacja Polski na Euro 2024. Niech nie zabraknie im odwagi
Piłka nożna
Euro 2024. Kostka Karola Świderskiego w centrum uwagi