Marcin Włodarski: Dajmy młodym piłkarzom swobodę

Jestem fanem dobrego szkolenia i wierzę, że z każdej kultury piłkarskiej można coś wziąć dla siebie - mówi "Rz" trener reprezentacji Polski do lat 17, która w tegorocznych mistrzostwach Europy zdobyła brązowy medal.

Publikacja: 05.07.2023 14:16

Marcin Włodarski, trener reprezentacji Polski do lat 17

Marcin Włodarski, trener reprezentacji Polski do lat 17

Foto: PAP/EPA

Po występach pana drużyny rodzi się nadzieja, że już niedługo polscy piłkarze będą grać efektownie i skutecznie?

Jestem tego pewien, bo szkolimy w Polsce coraz lepiej i nie przez przypadek znaleźliśmy się w półfinale mistrzostw Europy do lat 17. To była droga długa i kręta, bo zaczęło się od porażki w eliminacjach 0:2 z Czarnogórą, choć wcześniej była wygrana z Anglią 5:0 w Pucharze Syrenki. Sukces nie jest dziełem przypadku. Chłopcy przeszli przez wszystkie akcje szkoleniowe organizowane przez PZPN, czyli Akademie Młodych Orłów, ich letnie i zimowe edycje, a także Talent Pro.

Ćwiczyć to jedno, a ogrywać w ważnych meczach Anglików, Szwedów czy Czechów, to drugie.

Trochę statystyki popsuły nam się przez porażki z Walią i Niemcami, wcześniej przegraliśmy tylko trzy mecze. Chłopcy udowodnili, że potrafią grać w piłkę, strzelając wiele razy po pięć bramek silnym drużynom. Trzeba po prostu pozwolić im grać. W Polsce często popełnialiśmy błąd, że na treningach ćwiczyliśmy jedno, a w meczach graliśmy inaczej, bo żyjemy presją wyników. Dajmy dzieciakom swobodę.

Tę presję wyników nakładają dyrektorzy akademii, trenerzy czy może rodzice?

Wszyscy, których pan wymienił. Oczywiście, nie da się tego ominąć, ani ukryć, presja w sporcie jest zawsze, tylko jako trenerzy starajmy się przekuć ją w coś pozytywnego. Utwierdzamy chłopców w przekonaniu, że są dobrzy, by budowali pewność siebie i to pokazywali na boisku. Najgorsza jest dodatkowa presja i irracjonalna gra na wynik za wszelką cenę. Liczy się długie podanie, bo to jest bezpieczne.

Szkolenie piłkarza to też trening mentalny?

Pracujemy nad tym. Z reprezentacjami młodzieżowymi współpracuje psycholog Anna Usorowska-Krokosz. Przyjeżdża na nasze zgrupowania, akcje szkoleniowe. Najczęściej dzieci mają warsztaty w małych grupach, liczących od czterech do ośmiu osób, żeby mogły się otworzyć. Rozmawiają o pewności siebie, radzeniu sobie ze stresem.

Pan od początku sobie postanowił, że będzie grał inaczej niż do tej pory w Polsce? Trzeba było przekonywać dyrektora klubu?

Dyrektor MOSiR Krosno ufał trenerom i nie wtrącał się w sprawy szkoleniowe. Postanowiliśmy w naszej OSSM Krosno, działającym pod patronatem PZPN, że będziemy grali do przodu, agresywnie, ryzykowali z tyłu, broniąc jeden na jednego. To nam pozwoliło wychować kilku klasowych zawodników, którzy już grają w Ekstraklasie. Przy okazji osiągnęliśmy świetny wynik drużynowy – jako klub z małego miasta graliśmy w Centralnej Lidze Juniorów. Teraz, pracując dla PZPN, mam możliwość rozwijania swoich pomysłów, bo dostaliśmy zielone światło od federacji. W trampkarzach też chce się wygrywać, ale naszym celem jest wychowanie piłkarzy do gry wśród seniorów. My staramy się połączyć zwycięstwa i ładną grę. Często jeżdżę na turnieje i widzę, że nie wszyscy trenerzy tak pracują.

Nie myślimy pozytywnie. Nie zastanawiamy się, co zrobimy dobrze i jaka będzie z tego korzyść, pierwsza myśl to: nie stracić piłki

Krzyczą: nie kiwaj, podaj, graj bezpiecznie, wyjazd i tym podobne mądrości?

Nie kiwaj już nikt nie krzyczy, bo to stało się passe (śmiech). Trenerzy używają różnych sformułowań, żeby pokazać, czego oczekują, a czasem nie muszą się odzywać, a i tak wszyscy wiedzą, o co chodzi. Mamy jeszcze dużo do zrobienia, ale to idzie w dobrą stronę. Na turnieju Sokolika grali 10-latkowie i w pierwszej siódemce były wprawdzie tylko dwie drużyny z Polski, ale pokazały się z dobrej strony. Beniaminek Krosno wygrał mecz z Barceloną, a z Deportivo i Milanem grał jak równy z równym. Lubię takie turnieje, bo wtedy widzę, gdzie jesteśmy my, a gdzie jest zachód. Jest lepiej niż było kiedyś.

Presję potrafią nakładać rodzice?

To się często zdarza w rozgrywkach najmłodszych. Starsze dzieci do presji zewnętrznej dokładają też swoją. Sami kombinują, że lepiej zagrać bezpiecznie po to, żeby zwyciężyć. Staramy się trochę to napięcie rozładować, uświadamiać im, że są naprawdę dobrymi zawodnikami. To nie jest tak, że my Polacy nie potrafimy pewnych rzeczy wykonać. Po prostu boimy się popełniania błędów.

Ma być bezpiecznie, a nie efektownie?

Nie myślimy pozytywnie. Nie zastanawiamy się, co zrobimy dobrze i jaka będzie z tego korzyść, pierwsza myśl to: nie stracić piłki. Niektórzy trenerzy mówią, że po przechwycie pierwsze podanie ma być pewne, a to od razu kojarzy się z graniem w poprzek lub do tyłu. Kiedy piłkarze będą grali w seniorach, to sami podejmą decyzję, ale jeśli teraz nie nauczą się grania do przodu, to potem nawet nie przyjdzie im to do głowy. Podkreślam jednak, że nie chcę narzekać, bo w klubach szkolenie jest coraz lepsze.

A jak pan każe grać po przechwycie?

Od razu do przodu, najlepiej do zawodnika, który jest najbliżej bramki rywali. Jeśli nie da się takiego podania, to próbujemy grać do tego, który jest drugi w kolejności.

Pozytywne zmiany nadchodzą dzięki nowemu pokoleniu trenerów?

Więcej jeździmy po Europie, jesteśmy też lepiej wykształceni. To nie zależy od wieku, bo starsi też chcą się rozwijać. Ważne jest zaangażowanie, pęd do wiedzy. Kiedyś brakowało informacji. Teraz jest to kwestia odfiltrowania tego, co dobre i potrzebne.

Kiedyś ćwiczenia wykonywało się bez rywalizacji z przeciwnikiem, teraz jest więcej gier, odwzorowania sytuacji boiskowych. Trening ma być zbliżony do tego, co dzieje się w meczu

Mówi pan, że szkoli się lepiej, ale co to właściwie znaczy?

Można by o tym napisać książkę (śmiech). Przykładamy większą wagę do szczegółów. Kiedyś przygotowywaliśmy drużynę, teraz mniej zwracamy na to uwagę, bo przecież całą drużyną juniorów nie przejdziemy do piłki seniorskiej, więc skupiamy się bardziej na jednostkach. Kiedyś ćwiczenia wykonywało się bez rywalizacji z przeciwnikiem, teraz jest więcej gier, odwzorowania sytuacji boiskowych. Trening ma być zbliżony do tego, co dzieje się w meczu. Inspirujemy się nawzajem z trenerami klubowymi. Ja też mogę odcisnąć piętno na drużynie, bo kadry młodzieżowe spotykają się dość często, czasem na 12-13 dni w miesiącu.

W Polsce lepiej się szkoli, ale cały czas szukacie też zawodników z klubów zagranicznych. Ile nazwisk ma pan w notesie?

Najmłodsi, których obserwujemy, mają około 11 lat. Na pierwszą Letnią Akademię Młodych Orłów przyjeżdża około 100 chłopców, potem pojawiają się następni. Nie zamknęliśmy jeszcze selekcji, przed wyjazdem na mistrzostwa świata pojawią się na zgrupowaniach kolejni piłkarze.

Nie zabrał pan Jana Faberskiego z Ajaksu Amsterdam. Jeszcze dziesięć lat temu czekałoby się na takiego chłopaka do ostatnich dni?

Kiedyś w kadrach młodzieżowych było mnóstwo chłopców z klubów zagranicznych i rzeczywiście się na nich czekało, bo za granicą lepiej szkolili. My teraz też szkolimy bardzo dobrze i to widać. Nie zamykam drogi przed Jankiem, po prostu przegrał rywalizację, bo nie mógł przyjechać na zgrupowania. Podobnie jest z innymi chłopcami. Nie jest tak, że jak ktoś przyjeżdża z VfB Stuttgart, Dortmundu, PAOK Saloniki albo Parmy, to będzie z urzędu grał. Muszą udowadniać, że są lepsi.

Wróćmy jeszcze do mistrzostw Europy. Kiedyś mówiło się, że do polskiej kadry bierze się najwyższych i najsilniejszych, a tymczasem to Niemcy wystawili dryblasów w półfinale.

Nie wiem, jakie kryteria selekcji mieli nasi rywale, ale na pewno my patrzymy tylko na umiejętności. Mamy kilku późno dojrzewających chłopców, ale też kilku takich, którzy po prostu będą niscy, a to przecież nie przeszkadza w grze w piłkę.

Tak podchodzą do szkolenia w Portugalii, gdzie pan często jeździł na staże?

Jestem po prostu fanem dobrego szkolenia i wierzę, że z każdej kultury piłkarskiej można coś wziąć dla siebie. Byłem też w Anglii, na kursie organizowanym przez niemiecki DFB, ale to prawda, że najwięcej razy odwiedzałem Portugalię.

Ile wolności w pracy dostaje pan od PZPN? Marcin Dorna, który jest dyrektorem sportowym, opracował Narodowy Model Gry.

Nie ma ścisłych wytycznych czy ćwiczeń, które trzeba zrobić. Umawiamy się z innymi trenerami, jak będziemy pracować, żeby było to spójne. Z Marcinem Dorną dogadujemy się bardzo dobrze. PZPN ma szczęście, że taki człowiek tam pracuje. Cały czas obserwuje, jak zmienia się piłka, trzyma rękę na pulsie i podąża za tymi zmianami.

Na koniec zapytam jeszcze o półfinał. Nie kusiło, żeby w końcówce zagrać bardziej defensywnie i poczekać na rzuty karne?

Oczywiście, że kusiło, ale byłoby to sprzeczne z naszymi ideałami. Prowadziliśmy w tym meczu grę, dwa razy wychodziliśmy na prowadzenie, potem strzeliliśmy gola na 3:3 i liczyliśmy na czwartą bramkę. Taki mamy styl i tego się trzymamy.

Po występach pana drużyny rodzi się nadzieja, że już niedługo polscy piłkarze będą grać efektownie i skutecznie?

Jestem tego pewien, bo szkolimy w Polsce coraz lepiej i nie przez przypadek znaleźliśmy się w półfinale mistrzostw Europy do lat 17. To była droga długa i kręta, bo zaczęło się od porażki w eliminacjach 0:2 z Czarnogórą, choć wcześniej była wygrana z Anglią 5:0 w Pucharze Syrenki. Sukces nie jest dziełem przypadku. Chłopcy przeszli przez wszystkie akcje szkoleniowe organizowane przez PZPN, czyli Akademie Młodych Orłów, ich letnie i zimowe edycje, a także Talent Pro.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Piłka nożna
Mistrzostwa Europy do lat 17. To dopiero początek
Komentarze
Kamil Kołsut: Po co Robertowi Lewandowskiemu wojna z memami?
Piłka nożna
Lech Poznań wciąż inwestuje z głową
Piłka nożna
Bartosz Andryszak, analityk West Hamu: Jesteśmy jak CIA
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Piłka nożna
Takiego sezonu Robert Lewandowski nie miał od 11 lat. Czy Hansi Flick odmieni Barcelonę?
Materiał Promocyjny
Problem sukcesji w polskich firmach będzie narastał