Mistrzostwa Europy do lat 17. To dopiero początek

Mistrzostwa Europy do lat 17 pokazały, że polski piłkarz może grać ofensywnie, z polotem i w dodatku zwyciężać. Dały również nadzieję na przyszłość.

Publikacja: 01.06.2023 03:00

Młodzi kadrowicze osiągnęli na Węgrzech sukces i dotarli do półfinału, ale są dopiero u progu wielki

Młodzi kadrowicze osiągnęli na Węgrzech sukces i dotarli do półfinału, ale są dopiero u progu wielkiej kariery. Na zdjęciu: Dawid Szala

Foto: PAP/EPA

Kibice przyzwyczajeni do klasyków polskiej myśli szkoleniowej, dla których ważniejsze od strzelenia gola jest to, żeby go nie stracić, mogli przecierać oczy ze zdumienia.

Drużyna Marcina Włodarskiego atakowała przeciwnika wysoko, a piłkę wyprowadzała spod własnej bramki krótkimi podaniami po ziemi. Zawodnicy nie bali się dryblingów i często strzelali – aż 83 razy w całym turnieju, 45-krotnie celnie. Mistrzowie ofensywnej gry – Hiszpanie, Francuzi czy Portugalczycy – byli w tej statystyce daleko z tyłu.

Czytaj więcej

Ładne gole, piękny sen. Młodzi Polacy poszli z Niemcami na wymianę ciosów

Polacy dotarli do półfinału, tam lepsi byli Niemcy. Wynik 3:5 robi jednak wrażenie.

Portugalskie podejście

– Ci chłopcy czują się swobodnie z piłką przy nodze, a trener pozwala im na ryzyko. To optymalne połączenie, jeśli chodzi o szkolenie. Co do kultury gry, budowania akcji, to nie ustępowali Niemcom. Akcja, w której Daniel Mikołajewski podał do Karola Borysa piętą, a ten strzelił gola, była imponująca. Ten kierunek w szkoleniu trzeba przyjąć. Okazuje się, że w Polsce można tak grać – mówi „Rz” Marek Wasiluk, były piłkarz Ekstraklasy, a obecnie trener juniorów Jagiellonii Białystok i ekspert TVP Sport.

Duża w tym zasługa trenera Włodarskiego, który od lat pracuje tak z młodzieżą. Jeździł na staże m.in. do Benfiki Lizbona, portugalskie podejście jest mu bliskie. Nawet kiedy drużyna staje przed szansą osiągnięcia korzystnego wyniku, nie zmienia taktyki, bo w procesie szkolenia młodych piłkarzy miejsce zespołu w tabeli nie jest najważniejsze.

Tak szkolą dziś najlepsi. – Nie chodzi o wygrywanie, ale rozwijanie indywidualnych umiejętności. Im lepsi będą piłkarze, tym lepsza drużyna. Trener musi się skupiać na jednostkach – mówił „Rz” Kris van der Hagen, dyrektor do spraw edukacji w Belgijskim Związku Piłki Nożnej.

Myślenie w Polsce też się zmienia. – Jest wiele profesjonalnych akademii, które w centrum szkolenia stawiają jednostkę. U nas trenerzy poszczególnych grup nie skupiają się na tym, żeby wygrać mecz. Nie ma problemu, aby przekazać zawodnika do starszego lub młodszego rocznika. Prywatne ambicje trenerów są przede wszystkim zaspokajane tym, że ich zawodnik trafia do pierwszego zespołu – wyjaśnia „Rz” Rafał Ulatowski, szef rozwoju indywidualnego zawodników Lecha Poznań.

To samo mówi Wasiluk. – Nie gram na wynik, więc trochę na tym cierpię, jeśli chodzi o miejsce w tabeli. Ktoś, kto chce pracować ze mną, musi się liczyć z tym, że może nie zdobyć medali. Wynik jest bardzo ważny, ale koniec końców liczy się, żeby piłkarze trafiali do seniorów.

Coraz lepsza jest też infrastruktura. Lech od wielu lat ma swoją bazę we Wronkach – jest też boisko w pobliskim Popowie. Legia wybudowała ośrodek w Książenicach, akademia Warty Poznań będzie trenowała w Grodzisku Wielkopolskim.

– Mamy wychowanków pod opieką przez całą dobę. We Wronkach jest szkoła mistrzostwa sportowego, internat. Mamy wpływ na edukację, wychowanie, a nawet na to, co chłopcy jedzą – opisuje Ulatowski.

Efekt jest taki, że Lech w reprezentacji ma czterech zawodników: Michała Gurgula, Igora Brzyskiego, Filipa Wolskiego oraz Oskara Tomczyka. Blisko wyjazdu na Węgry byli też chociażby Mateusz Mędrala i Patryk Olejnik. Swój udział w sukcesie mają także piłkarze Górnika Zabrze, Legii Warszawa czy Jagiellonii Białystok.

Etykietka to za mało

Talenty oszlifowane w kraju wzmacniają potomkowie emigrantów.

– Nie tylko w Polsce mamy mocny rocznik, ale i w klubach zagranicznych. Czterech pojechało na turniej, a kilku innych – z Niemiec czy Belgii – było zaproszonych na konsultacje bądź dwumecze, ale trener Włodarski uznał, że to jeszcze nie ten moment. Ta drużyna jest za mocna, żeby ktoś z marszu do niej dołączył – mówi „Rz” szef skautingu PZPN Maciej Chorążyk.

Jeszcze kilka lat temu w to, że nastolatkom zza granicy będzie do pierwszego składu reprezentacji dalej, trudno było uwierzyć. Mike Huras (VfB Stuttgart) wszedł jedynie na zmianę za Mateusza Skoczylasa z Zagłębia, a Nico Adamczyk (Borussia Dortmund) zastąpił na boisku Dominika Szalę z Górnika.

Polska federacja cały czas szuka talentów za granicą, zaprasza na spotkania w konsulatach w Kolonii czy Londynie i zachęca rodziców, żeby zgłaszali się przez portal na stronie PZPN, ale tych, którzy dostają powołania, wybiera starannie. Dziś już etykieta „piłkarz z zagranicy” nie wystarcza.

– Mamy w bazie około 1500 nazwisk. Z samego rocznika 2009, który na jesieni zacznie się kształtować jako kadra U-15, jest 40 chłopców. Nie oglądamy tych z trzeciej czy drugiej ligi juniorów, bo nie daliby rady w kadrze. Muszą wyrastać ponad przeciętność. Za dużo zawodników mamy w najwyższych ligach, żeby zajmować się tymi z niższych – wyjaśnia Chorążyk.

Polonia pomaga

Wstępną selekcją dla Polski zajmują się często skauci klubowi, ale przepływ informacji istnieje też w drugą stronę.

– Kiedy my kogoś powołamy, a zawodnik ma niemieckie obywatelstwo, to praktycznie z automatu jest też powoływany do niemieckiej kadry. Nasi sąsiedzi boją się, że kogoś przeoczyli. Pozwalamy takim chłopcom pojechać na jedno zgrupowanie również tam, żeby się sprawdzili i zobaczyli, jak tam jest. Na ogół jednak wracają do nas – tłumaczy Chorążyk.

Emigracja na Wyspy Brytyjskie sprawiła, że dziś w każdej większej akademii jest tam potencjalny kadrowicz. PZPN przygląda się też Stanom Zjednoczonym. W reprezentacji USA gra już kilku piłkarzy z polskimi korzeniami (Matt Miazga, Gabriel Słonina), warto więc powalczyć o innych. Pomagają skauci, klub polonijny Vistula Garfield oraz Związek Polonijnych Klubów Piłkarskich.

– Zorganizowaliśmy już campy w Illinois i New Jersey, na które zaprosiliśmy po 30 zawodników. Mamy tam dwóch skautów i wiemy, że ten projekt będzie kontynuowany. Najlepsi dostają od nas powołania. Podróż przez Atlantyk nie jest problemem. Czekamy na chłopców na lotnisku i dbamy, żeby byli bezpieczni – mówi Chorążyk.

Porażka z Niemcami nie oznacza końca reprezentacji Włodarskiego, przed nią jeszcze listopadowe mistrzostwa świata. Następnie zawodnicy przejdą do wyższej kategorii wiekowej, a później – może do kadry seniorów. Nie wiadomo jeszcze, czy jest wśród nich nowy Robert Lewandowski. Osiągnęli sukces, ale są dopiero u progu kariery.

Kibice przyzwyczajeni do klasyków polskiej myśli szkoleniowej, dla których ważniejsze od strzelenia gola jest to, żeby go nie stracić, mogli przecierać oczy ze zdumienia.

Drużyna Marcina Włodarskiego atakowała przeciwnika wysoko, a piłkę wyprowadzała spod własnej bramki krótkimi podaniami po ziemi. Zawodnicy nie bali się dryblingów i często strzelali – aż 83 razy w całym turnieju, 45-krotnie celnie. Mistrzowie ofensywnej gry – Hiszpanie, Francuzi czy Portugalczycy – byli w tej statystyce daleko z tyłu.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Piłka nożna
Euro 2024. Senni Anglicy patrzyli na "dynamit" w nodze Duńczyka. Na liczniku 114 km/h
Materiał Promocyjny
Naszą siłą jest różnorodność
EURO 2024
Czy Lewandowski zagra w meczu Polska - Austria? Probierz rozwiewa wątpliwości
Piłka nożna
Izraelskie kluby nie zagrają w Łodzi. Oburzenie ambasadora
Piłka nożna
Euro 2024. Słowenia - Serbia. Niezasłużony remis uratowany w 95. minucie gry
Akcje Specjalne
Dekarbonizacja gospodarki bez wodoru będzie bardzo trudna
Piłka nożna
Zbigniew Jakubas śni o potędze. Motor Lublin zagra w Ekstraklasie
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży